Kask? Oświetlenie?

Po szaleństwa Wieliszewskiego Crossingu w poniedziałek pojawiły się zakwasy. Co??? Tak, tak! Tak dawno nie obecne, odwiedziły mnie! Może to efekt czasu wakacyjnego, gdy wszyscy chętnie podróżują i odwiedzają swoich bliskich, znajomych – tych bliższych i tych dalszych. Ale jak to mawia przysłowie pszczół: po kilku dniach to i gość zaczyna śmierdzieć, to dziś zebrałem się na trening. Miał być tylko bieg. Wyszło 11 kilometrów. Makan wlókł się za mną niemiłosiernie. Turno mu się dziwić, bo od rana było bardzo ciepło, a jego czarna i średnio długa sierść z pewnością mu nie pomaga. Po trzech kilometrach odstawiłem go do domu a sam dokręciłem pozostałe kilometry. Na uszach ponownie pan Pilipiuk. Można się uzależnić od jego prozy – zdecydowanie polecam 😊

Gdy skończyłem biegać, zgodnie z tradycją, musiałem rzucić patyczka psu, aby chwilę mógł poszczekać a następnie nieco ponadgryzać. Zbyt szybko kończą się te patyczki. Boję się, że niedługo będę musiał ścinać drzewa, aby zapewnić mu odpowiednią ilość patyczków do rzucania (choć kłodą jeszcze nie próbowałem 😉 ).

Ta chwila wytchnienia wystarczyła mi, aby podjąć szybką decyzję, że zdążę jeszcze dokręcić troszkę na rowerze. Przygotowałem więc szybko bidony z wodą, przebrałem się, papiery do odbioru wrzuciłem do skrzynki pocztowej (czekałem na kuriera) i ruszyłem na szosówkę. Zadbałem oczywiście o kas, buty SPD i oświetlenie. Oświetlenie o godzinie 8:00 rano??? A tak!

I tu jest doskonały moment na dygresję, która spędza mi spokój ducha. Jak zapewne wiecie, kaski nie są obowiązkowe. Ok. Niby sprawa rowerzysty, czy chce mieć głowę w jednym kawałku czy przefasonowaną do dwóch wymiarów. Niby! Bo też tak do końca nie jest, że jest to tylko jego wybór – ale za chwilę do tego wrócę. A oświetlenie? No właśnie! Co mówią przepisy?

Rower MUSI mieć co najmniej jedno światło z przodu barwy białej lub żółtej selektywnej oraz MUSI mieć z tyłu co najmniej jedno światło odblaskowe barwy czerwonej ORAZ MUSI mieć jedno światło pozycyjnej barwy czerwonej. Oba (przednie i tylne) światła mogą być migające.

Wnioski:

– nie ma NIC na temat tego, że w dzień możesz nie mieć tego oświetlenia! Oświetlenie masz MIEĆ CAŁY CZAS! W dzień wprawdzie, gdy się go nie używa (bo nie ma obowiązku jazdy rowerem na światłach w dzień – nie dotyczy to jednak złych warunków pogodowych, gdzie widoczność spada nawet w dzień) nie musi być zamocowany na rowerze, ale MUSISZ TO MIEĆ ZE SOBĄ!!! (choćby w kieszeni, plecaku, torbie itd.).

– nie ma nic na temat tego, że światło ma Ci oświetlać drogę np. 30 metrów na przód! Chodzi przede wszystkim o to, abyś Ty był widoczny dla innych uczestników ruchu. Przepisy mówią o tym, że światła mają umożliwić widoczność pojazdu (roweru) przynajmniej ze 150 metrów. Ustawodawcę mało interesuję, czy Ty coś widzisz – TY MASZ BYĆ WIDOCZNY!

– przepisy wspominają również, że nawet jeśli jest dzień i mamy trudniejsze warunki atmosferycznej, które obniżają widoczność, także rowerzysta jest ZOBOWIĄZANY (założyć i) WŁĄCZYĆ OBA ŚWIATŁA(!)

Wnioski można mnożyć, ale te przepisy są przecież tak proste, że trudno wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś nie zrozumie ich. A jednak ciągle brak oświetlenia to plaga jakich ta ziemia jeszcze nie nosiła (no może biblijny potom byłby tu dobrym porównaniem). Ale może nie w wiedzy jest problem, lecz we właściwym poczuciu odpowiedzialności? Dlaczego tak dziwnie? Przyjrzyjmy się temu.

Wyobraźmy sobie, że jesteś kierowcą i wracasz z dalekiej trasy (mi się to często zdarza). Wyjechałeś jeszcze za dnia, ale po drodze „zaliczasz” zmierzch i dojeżdżasz już grubo godzinę po zmroku. Sam zmrok jest najtrudniejszym momentem dla kierowcy, bo oko adaptuje się do nowych warunków oświetleniowych (lub w zasadzie bez-oświetleniowych) około 30 minut. W tym czasie percepcja kierowcy jest mocno obniżona i warto wtedy poruszać się nieco wolniej niż za dnia. Zbyt wolno jednak też nie możesz się poruszać, bo stworzysz zagrożenie dla innych. Ale mniejsza o to. Już po zmierzchu, czyli jeszcze wczesną porą dla wielu rowerzystów, którzy nie zdążyli przed zmrokiem dojechać do miejsca przeznaczenia, szansa spotkania jednośladów jest bardzo duża. W słabych warunkach oświetleniowych, przy nieoświetlonym rowerzyście, nasze szanse na uniknięcie kolizji topnieją niczym lód w drinku naszych obecnych upałów. Do nieszczęścia tylko jeden krok!

(wyobraź sobie, że: ) Udaje Ci się wyminąć jednego rowerzystę, który bez oświetlenia zajął 1/3 drogi, bo boczny wiatr i zmęczenie alkoholowe nie pozwala mu odnaleźć tej właściwej prostej ścieżki. Drugiego cudem nie potrąciłeś, bo właśnie skręcał na chodnik, a Ty go zauważyłeś tak późno, że serce stanęło Ci na kilka długich chwil a oddychanie stało się najmniej ważną rzeczą w tej chwili. Gdy odzyskujesz podstawowe czynności życiowe krew pulsuje Ci w skroniach, serce niemal wyskakuje z piersi a tlenu w płucach ciągle jakoś za mało i dyszysz jak na długim biegackim finiszu. Po chwili przychodzi wściekłość i złość, którą najchętniej rozładowałbyś na tym pieprzonym rowerzyście! Ale jest już daleko za nami i nie ma już ochoty wracać. Nim adrenalina opadała jakieś widmo na dwóch kołach przecięło Ci drogę. Oczywiście znowu nieoświetlony i tylko połamany odblask jednego koła uruchomił w Tobie podświadome mechanizmy obronne i noga sama spadła na pedał hamulca. Nim świadomość dochodzi do głosu, Ty stoisz na środku drogi, widmo dawno znikło a zmysły i ciało znowu szaleją. Złość kipi tak, że nawet dobrze, że widmo znikło, bo mogłoby się to zakończyć ciężkimi uszkodzeniami ciała prawie-rowerzysty…

Znacie to? Jasne, że tak. Wiele takich i podobnych sytuacji każdemu się przytrafia. Nieoświetlony rowerzysta jest widoczny w ostatniej chwili i tylko Bóg nas wtedy prowadzi, aby nie zabić gnoja. Ale pociągnijmy wodze wyobraźni tylko ten jeden krok dalej. Z naprzeciwka jedzie wiele samochodów, co chwilę lekko nas oślepiając (inaczej się nie da) a my wytężamy wzrok, aby sprawdzić czy nie ma jakichś przeszkód przed nasza maską. Poza miastem nawet 80 km/h to nie jest duża prędkość a często bywa, że i szybciej jedziemy. Załóżmy, że jesteś rozsądny i poza miastem jedziesz 80 km/h, bo duży ruch sprawia, że wolisz być nieco bardziej ostrożny. Wchodzisz w zakręt lekko zwalniając i nagle wyrasta przed Tobą jołop na nieoświetlonym rowerze. Z naprzeciwka sznur samochodów. Masz nie wiele opcji: czołówka z nadjeżdżającymi z naprzeciwka, ryzykując gigantyczny karambol, albo zjazd do rowu w prawo, ale na zakręcie nie wiesz czy nie zaliczysz drzewa, które zachce przenieść Ciebie i cała Twoją rodziną na drugą stronę tego świata, albo uderzenie w rowerzystę. Piękna perspektywa? Jesteś rowerzystą? Czy zechcesz teraz postawić się na miejscu kierowcy? Co wybierzesz? Czy teraz wystarczy Ci odwagi na dokonanie wyboru?

Pierwszy scenariusz. Samochód omija rowerzystę i zderza się czołowo z nadjeżdżającym autem. Ratuje życie rowerzysty, aby zabić przynajmniej dwie rodziny. Rowerzysto, będziesz umiał żyć z tym poczuciem winy do końca życia? Będziesz umiał żyć w ogóle? Jak wytłumaczysz się przed samym sobą? Innymi? Sądem? Bogiem? Innym bóstwem? Obejrzyj zmiażdżone samochody i zakleszczone w nich rodziny. Przyjrzyj się, może jeszcze ktoś żyje. Jeśli tak, to najprawdopodobniej umrą na Twoich oczach, a być może nawet patrząc Ci wymownie w Twoje oczy. Czy kiedykolwiek zaśniesz jeszcze bez poczucia winy? Jeśli w ogóle zaśniesz za kratami?…

Drugi scenariusz. Samochód zacieśnia mocno zakręt, aby wyminąć rowerzystę. Siła odśrodkowa jest jednak bezlitosna i wprowadzony samochód w poślizg ma bardzo dużo szanse aby wypaść na zewnętrzną by spowodować karambol. Szansa na przeżycie mają jeszcze mniejsze… Nawet jeśli uda mu się zjechać do rowu, to ma wielkie szanse, aby zawinąć się na drzewie (ciężko liczyć na czołówkę) drastycznie zmniejszając szanse na przeżycie swojej rodziny. Jest możliwe, że ktoś z tego wyjdzie żywy. Tylko czy aby na pewno? Bez rodziny? Sam? Pozbawiony celu życia? Chcesz teraz rowerzysto porozmawiać z tym co ten kierowca przeżył i przekonać go do dalszego życia? Pomóc mu odnaleźć się po takiej tragedii? Znajdziesz w sobie tyle odwagi, aby spojrzeć mu w twarz i posmakować ile wtedy jest warte parszywe słowo „przepraszam”? Czy naprawdę chcesz dźwigać to brzemię do końca życia w świadomości, że nie możesz już tego cofnąć, naprawić, zadośćuczynić? Żyć w świadomości kruchości życia i szczęścia drugiego człowieka…?

Trzeci wariant: Kierowca decyduje się uratować wiele osób, w tym swoją rodzinę i uderza rowerzystę, rozpaczliwie hamując (jeśli ma ABS, to jest szansa, że siła odśrodkowa nie wyrzuci go na przeciwległy pas i nie spowoduje karambolu). Za późno. Najpierw widać jak tylne koło roweru zmienia swój kształt jakby było z plasteliny, potem ogromny huk i rowerzysta wystrzelony w powietrze. W ułamku sekundy spotyka się z przednią szybą samochodu i uderza potylicą. To najsłabsza część czaski, więc rozpryskuje się jak pomidor (załóżmy, że nie wpadł do środka w raz z szybą i nikogo nie zabił swoim impetem). W kolejnym ułamku sekundy siła hamowania wyrzuca go do przodu jak lalkę i z wielkim impetem toczy się po jezdni znacząc krwawą ścieżkę. Wszyscy się zatrzymują i zabezpieczają jezdnię, czekają na służby medyczne. Już w sumie niepotrzebnie, bo rozkwaszona głowa jest nie do uratowania. Rowerzysta jeszcze oddycha, charczy, ale już go nic nie uratuje. Nim przyjeżdża karetka, umiera na oczach innych kierowców. Oraz na oczach kierowcy, który go potrącił. Na oczach kierowcy, który go zabił. Jak potoczą się losy kierowcy? Po pierwsze doświadczy traumy na całe życie. Nie zwykliśmy zabijać ludzi, nawet gdy to nie jest nasza wina (na pewno nie nasza? Te pytania będą go zadręczać już przez całe życie!), więc spokoju ducha ten kierowca już nigdy nie zazna. Co więcej: zostanie ukarany na mocy Kodeksu Karnego za nieumyślne spowodowanie śmierci, za co grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Są zawody, których już nigdy nie będzie mógł uprawiać, bo był karany. Prawdopodobnie już nigdy nie będzie taki sam, ognisko i żar rodzinny wygaśnie – zabraknie jednego zdrowego organizmu – z dużym prawdopodobieństwem się rozpadnie…

Może gdyby rowerzysta miał kask? Może przeżyłby takie „spotkanie” z samochodem? Tak – jest wielka szansa. Nie umarłby, a kierowca nie zostałby posądzony o nieumyślne spowodowanie śmierci…

Drogi rowerzysto! Czy po tej lekturze nadal uważasz, że to Twoja sprawa, czy masz oświetlenie? Czy nadal jest to tylko Twoja sprawa, że zakładasz lub nie kask? Wyjeżdżając na jezdnię, wychodząc na przejście dla pieszych, wchodząc w korelację z ruchem drogowym ODPOWIADASZ NIE TYLKO ZA SIEBIE! ODPOWIADASZ TAKŻE (LUB ZWŁASZCZA) ZA INNYCH i ich rodziny, ich życie, szczęśliwość i powodzenie życiowe. Jesteś gotowy dźwignąć swoje błędy przez resztę życia? Zwłaszcza te nieodwracalne?


Jedna myśl w temacie “Kask? Oświetlenie?

  1. Latem zawsze późnymi wieczorami wracam rowerem z pracy do domu, a mieszkam na przedmieściach, gdzie nie ma chodnika i oświetlenia… Komplet, czyli kask, oświetlenie roweru, odblaski, ochraniacze i nawet kamizelkę odblaskową kupiłem w Media Expert. Akurat mieli wtedy bardzo fajny zestawik, który sobie trochę podrasowałem. Nigdy nie miałem bliskiego zdarzenia z autem podczas jazdy rowerem i to napewno za sprawą mojego zabezpieczenia. Cały czas słyszę o tym, że ktoś sobie coś zrobił na jednośladzie – aż przestało mnie to dziwić, ale mądry Polak po szkodzie…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s