Wieliszewski Crossing Lato

Piękna pogoda, bez makabrycznego upału, znajomi i ta wspaniała impreza: Wieliszewski Crossing! Właściwie tu można byłoby już wszystko zakończyć, bo po cóż mówić więcej 😊 Jest jednak kilka szczegółów, które warto nadmienić…

Wspomnę już tylko pro-forma, że Wieliszewski Crossing jest mocno wpisany w mój kalendarz, że nawet imprezy rodzinne nie bardzo były w stanie mnie odciągnąć od startu. Na szczęście nie musiałem jeszcze wybierać „albo…albo”, ale zdarzały się imprezy jak wczorajsza: osiemnastka u chrześniaka w Chełmie. Pojechaliśmy więc tam, pobawiliśmy się do  dwudziestej i wróciliśmy na noc do domu, aby dziś rano stanąć na starcie ulubionej imprezy. Boguś i Karolcia nie mieli tyle szczęścia i nie mogli się pojawić na imprezie, więc będzie to ten start, gdzie nie zaistniejemy jako drużyna (klasyfikacja drużynowa). Bardziej jednak ubolewam nad ich samą nieobecnością niż jakąś tam klasyfikacją 😉

Na starcie  stanęli dziś:
– Hubert: MTB, debiut na nowym rowerze, który składał od kilku dobrych miesięcy (dojechał do mety!),
– Rafał: bieg
– i ja: duathlon (MTB a potem bieg) – również debiut na nowym rowerze (Kellys).

Pakiety startowe odebraliśmy po raz pierwszy w dniu zawodów. Był to niestety efekt naszej nieobecności w okolicy (wyjazd do Chełma). Poszło jednak tak sprawnie, że zostało jeszcze sporo czasu na dokładne sprawdzenie rowerów, ekwipunku, kamery a nawet nawodnienie. Rafał miał się pojawić po naszym rowerowym przejeździe (i tak się właśnie stało 😉 ).

Na starcie jak zwykle ścisk. Przypominało to trochę oczekiwanie na otwarcie Biedronki w pierwszy dzień promocji. Chyba najbardziej znielubiany przeze mnie moment. Zwłaszcza, że pierwszeństwo (teoretycznie) mieli duathlonowcy, ale z reguły nikt tego nie pilnuje. Myślę, że warto byłoby wprowadzić 3 strefy, aby usystematyzować start – chodzi przecież o to, aby ci uprzywilejowani (pierwsza 25-tka) mogli spokojnie wystartować a następie duatlonowcy, którzy później potrzebują czas na tzw. przepak:
– pierwsza strefa: Ci najlepsi (z reguły lista podawana na kilka dni przed startem),
– druga strefa: duathlonowcy,
– tylko MTB.

Muszę podesłać ten pomysł racjonalizatorski organizatorowi.

Trasa była w większości wyeksponowana na słońce, droga lekko piaszczysta, trochę trylinki i betonu i sporo łąkowych dróg. Bez ostrych podjazdów, czy zjazdów – raczej płaska i dość łatwa trasa. Z pewnością pogoda utrudniała zmagania, ale pogoda w sumie jest zawsze 😉 Sumarycznie średnia prędkość wyszła mi powyżej 23 km/h. Ciągle zastanawiam się, że czy był to efekt szybkiej trasy, czy też kwestia nowego roweru? 😉

Hubert Trzymał się przez kilka pierwszych kilometrów (6 lub 7). Raz on jechał przodem, raz ja i w ten sposób narzucaliśmy całkiem niezłe tempo. Potem odpadł i musiałem poszukać nowego zająca. Tego, którego znalazłem na początku spisałem na straty, przekonany, że nie utrzymam się za nim. Pociągnąłem jednak chwilę, aby utrzymać jako takie tempo i już po kilkunastu minutach zorientowałem się, że gość za mocno mi nie ucieka i byłem w stanie powolutku niwelować odległość między nami. Nieco później nawet udało mi się go nawet wyprzedzić (technicznie był nieco słabszy ode mnie, więc na zakrętach sporo zyskiwałem), po czym znowu mnie wyprzedzał, ale ostatecznie uciekłem mu i do samej mety mnie już nie dogonił.

Hubi też mnie już nie dogonił. Miałem tylko nadzieję, że nie był to problem techniczny i jedzie za mną, tylko nieco wolniej. Na mecie mieliśmy różnicę ok. 2 minut – w sumie nie za wiele 😊 Po drodze łyknąłem także Jarka, który swego czasu pozwolił potestować swój rower na PEAKu. Jarku – nie spodziewałem się, że Cię dogonię, więc nie ukrywam swojej dumy 😊 Zwłaszcza, że robisz takie postępy, że może to był ostatni raz, kiedy udało mi się Ciebie wyprzedzić! Świetnie Ci poszło, gratulacje!

Wracajać do Hubiego, przyjechał jakieś 2 minuty po mnie. I co? Ot sprawiedliwość dziejowa! Stanął na pudle, zajmując drugie miejsce w swojej kategorii wiekowej 😊 Wspaniały prezent na dzień ojca! Wielka radość, wielka duma, wielkie szczęście! Wprawdzie twierdzi, że się nie przemęczał, ale i tak efekt końcowy jest wielce satysfakcjonujący 😉

A moje wyniki? Całkiem satysfakcjonujące, choć daleko poza pudłem 😉 Zająłem 20-te miejsce w swojej kategorii wiekowej na 48-śmiu. Pierwsza dwudziestka? Dla mnie super! 😊

Sam bieg był ciężki. Nagrzane łąki i drogi poprzednimi dniami, nawet przy lżejszych temperaturach powietrza (bo tak dziś było), promieniowały jak piekarniki. Na bieg założyłem plecak z bukłakiem i tak samo namówiłem Rafała, aby zabrał podobny sprzęt. Jeszcze na starcie śmiał się, że troszkę tak dziwnie zabierać bukłak na plecy na zaledwie 10 kilometrów. Na trasie jednak raczej nikt już nie miał wątpliwości, że picie było dziś kluczowe. Mój plan polegał na podpijaniu co kilometr. Już przed trzecim zmieniłem ten schemat i podpijałem dużo częściej (mniej więcej co kilkaset metrów). Nawet gdy dobiegłem do punktu z wodą nie wahałem się i wziąłem dwa kubeczki do wypicia.

Po drodze, już na pierwszych kilometrach, ludzie przechodzili do marszu. Normalnie człowiek zacząłby się zastanawiać nad ich formą, ale w taki dzień nie wolno było się dziwić. Ja nawet nie odważyłem się na motywowanie tych zatrzymujących się, bo dziś każde przejście do marszu było dyktowane (raczej) rozsądkiem i forsowanie w takim upale, to proszenie się o kłopoty.

Przez niemal połowę drogi (a może i nawet ciut więcej) towarzyszyła mi jakaś dziewczyna. Mówię „jakaś”, bo zasadniczo ciągle miałem ją na plecach (nie to, że nią niosłem 😉 ). Na początku nie zwróciłem na to uwagi, bo biegnąć w grupie, na zawodach, jest to dość normalna sytuacja. Uznała chyba jednak, że mam tempo odpowiadające jej możliwościom, i skorzystała, podpinając się na tzw. tramwaj. Zabawnie zrobiło się nieco później, gdy siedząc mi na ogonie zaczynałem ze zdziwieniem odkrywać (coś trzeba było przecież w międzyczasie robić), że kobiety mają tak inaczej skonstruowane układ głosowy, że nawet po sapaniu słychać, że to kobieta. Trochę mnie to zdziwiło, ale w sumie z zajęć biologii nigdy nie byłem orłem 😉 Potem zacząłem sobie przypominać stare żarty z młodości, których puenta kazała podsumowywać sytuację mniej więcej tak: jakiś zboczeniec (tu: rodzaj żeński) goni za mną a ja muszę za wszelką cenę nie dać się złapać 😀 Ale sami rozumiecie: zmęczenie, kilometry w nogach, ostre słońce lejące się na głowę itd. 😉 Ostatecznie zabawność sytuacji chyba także moja „prześladowczyni” zauważyła, bo już na ostatnim kilometrze, gdzie chyba chciała mnie w końcu wyprzedzić, niemal do ucha rzekła (bo już się zrównywała ze mną): Przepraszam, że tak ciągle sapię! Rozbawiła mnie tym tak bardzo, że znowu jej uciekłem, odpowiadając jedynie: Nie przejmuj się, dziś z pewnością wszyscy sapią 😊

Na metę dotarłem cztery minuty za Rafałem – bardzo ładnie poszedł, zważywszy na pogodę. W swojej kategorii wiekowej zajął 21-sze miejsce (ja 37-me w swojej). Na mecie zaś kąpiel w fontannie przygotowanej przez kochanych strażaków, pamiątkowej zdjęcia, wspólny posiłek i Rafał musiał uciekać. Ja z Hubertem poczekałem jeszcze na dekorację i po odebraniu pucharu, także udaliśmy się na spoczynek. Spoczynek wprawdzie nie bardzo się udał, bo od razu wyczyściliśmy rowery, ale warto było – miło teraz popatrzeć na odpicowany rowerek 😉

Na koniec nie mogę nie opisać pewnej zabawnej historii, która chyba nie do końca została dobrze odczytana przez jednego z zawodników. Przed startem rowerowym postanowiliśmy jeszcze odwiedzić przybytek władcy ToiToi. Udaliśmy się wiec w kierunku nie wielkiej kolejki, gdzie stał jeden osobnik męski (nie mogę wymienić nazwy drużyny, bo zostanę posądzony o stronniczość 😉 ), osobnik żeński oraz leżący za nią rower. Dołączając się do kolejki natychmiast rzuciłem pani zapytanie, czy ten leżący gościu, wskazując palcem rower, to też w kolejce stoi, bo wygląda na nieco oklapłego 😉 Pani natychmiast podchwyciła żarcik i powiedziała, że właściwie nie jest pewna, bo od jakieś czasu się nie rusza i zastanawia się, czy nie warto mu jakoś pomóc. Odpowiedziałem, że w tym upale to niejeden padnie jak przecinak… i wtedy odwrócił się pierwszy z kolejki, obrzucił nas (mówiąc delikatnie) niechętnym spojrzeniem i wręcz „szczeknął” zapytanie, czy nam ten rower przeszkadza. Od razu rzuciliśmy, że chodzi nam o troskę, a nie znęcanie się nad leżącym. Gość nawet nie czekał na koniec naszych śmichów-chichów i odprowadził rower z nerwem gdzieś obok. Naszej rozmówczyni ta sytuacja nie popsuła zupełnie humorku, więc wymieniliśmy jeszcze uwagi dotyczące stresu przedstartowego – zwłaszcza tuż przed toaletą 😊

Szkoda, że niektórym brakuje luzu i radości uczestnictwa w tak niszowych zawodach, obcowania z innymi, ale z uśmiechem i żartem na ustach. Co ciekawe, wymianę zdań słyszało także kilka osób z tyłu (dość szybko się zbudowała za nami kolejka) i od razu nas zaczepiła aby jeszcze „szerzej” pożartować z chorobliwej powagi gościa. Fajnie, że takich „napiętych strun” (tudzież „połkniętych kijów od szczotki”) nie ma za wielu – dzięki temu ta impreza ma wspaniały klimat a ludzie tworzący go są otwarci, radośni, rozmowni, zabawni i żartujący. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że pozostaną w dominującej większości 😊

I już zupełnie na koniec-końców kilka wyników klasyfikacji generalnej. Wyglądają na tyle fajnie, że także warto o nich wspomnieć (dotyczy PLIK TEAM) 😊

Klasyfikacja MTB Open Mężczyźni (liczba klasyfikowanych: 226):

Robert: pozycja 34.
Hubert: pozycja 95 (niestety jeden start mu wypadł po ostatniej awarii, więc będzie musiał nadrobić na jesień – wtedy powinien mocniej podskoczyć)

Klasyfikacja Biegi Open Mężczyźni (liczba klasyfikowanych: 274):

Rafał: pozycja 27 (super!)
Robert: pozycja 43 (zdecydowanie jestem zadowolony 😉 )
Boguś: pozycja: 147
Hubert: pozycja267 (niestety tylko jeden bieg w tym sezonie ma za sobą, więc z generalki wypadnie)

Klasyfikacja Biegi Open Kobiety (liczba klasyfikowanych: 148):

Karolina: pozycja 56 (także podskoczy w statystykach, bo na razie ma tylko dwa biegi klasyfikowane – dziś byłaby co najmniej na pozycji 34 😉 ).

Klasyfikacja Duathlon Mężczyźni (liczba klasyfikowanych: 68):

Robert: pozycja 11 (wow!)
Hubert: pozycja 60 (niestety tylko jeden start Duathlon ma zaliczony, więc z tej generalki także wypadnie).


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s