Wieliszewski Crossing Wiosna 2019

Wieliszewski Crossing to tak stały punkt naszego programu, że nie ma imprezy, która mogłaby zmienić ten stan rzeczy. Nie przeszkadza nawet fakt, że za tydzień mam maraton orlenowski (!). A co! Najwyżej pobiegnę treningowo – ważniejszy był start w WC! WC? Hmmm, to chyba faktycznie niezbyt szczęśliwy skrót 😉

Z naszej drużyny wystąpiło 5 osób: Karolcia, Hubi, Boguś, Rafał i ja, przy czym:

– Karolcia: bieganie

– Hubi: rower

– Boguś: bieganie

– Rafał: bieganie

– ja: rower i bieganie.

Przepiękna pogoda, pozwalająca biegać tylko w koszulce i krótkich ratkach (nareszcie!), doskonała atmosfera, uśmiechy, ogólna uprzejmość i prowadzący, który za swoje prowadzenie powinien dostać jakąś szczególną nagrodę. Tym razem sypał dowcipami jak z rękawa a błyskotliwe komentowanie tego co się na bieżąco działo było na bardzo wysokim poziomie!

Z Hubertem musieliśmy przyjechać wcześniej, ze względu na start rowerowy. Ostatnie weryfikacje, sprawdzenie ekwipunku, powietrza w oponach, dokręcenie niesfornych śrubek, wielokrotne wracanie do auta oraz pogaduchy ze znajomymi i czas  do startu zleciał jak z bicza.

Start rowerów opierał się na Le Mans – czyli zaczyna się biegiem ok. 500 metrów do miejsca, gdzie stoją rowery. Stąd jeszcze biegiem do maty startowej i dopiero wtedy wskakujemy na rower. Dziwnie się biega w butach z systemem SPD 😉

Już pierwszych kilkuset metrach miałem mega ostre hamowanie z manewrem testu łosia – jeden z rowerzystów na piasku stracił panowanie nad przednim kołem i klasycznie się złożył w poprzek. Gość za nim nie zdążyłem uciec i lekko najechał na niego, tracąc równowagę. Ja miałem trochę więcej luzu do nich, więc udało mi się wystarczająco szeroko ominąć niegroźną kraksę. Wystarczyło jednak, aby Hubi odskoczył już na kilkadziesiąt metrów.

Pierwszych 6km trasy to dość szeroka i płaska  droga (z przewagą dróg międzyłąkowych). Dzięki temu średnia pierwszych kilometrów trzymała się powyżej 26 km/h – bardzo szybko! Niestety był to czas, gdzie można było się nieco „przypalić” a trasa składała się z dwóch okrążeni, z czego połowa okrążenia była dość piaszczysta i wymagająca. Stąd też jeden z kilometrów lekko odpuściłem, aby zaczerpnąć nieco powietrza i znowu ruszyć z kopyta. Huberta widziałem jeszcze przez jakiś czas, jako że zatrzymał się na chwilę (wtedy jeszcze nie wiedziałem dlaczego). Potem jednak zniknął i nie mogłem go już dogonić. Byłem zadziwiony, skąd ten chłopak ma tyle „power’a”!

Pomimo braku widoku Huberta nie przestawałem cisnąć. Wiedziałem, że on nie ma pompki a szedł na wynik, na pudło. Musiałem więc trzymać się w miarę blisko, tak aby być wsparciem technicznym, jeśli złapałby gumę i aby nie czekał na mnie zbyt długo. Trzeba przyznać, że to dość mocny motywator, aby dociskać i wyprzedzać nawet na piasku 😉

Druga połówka okrążenia składała się z kilku dość trudnych podjazdów, sporej ilości piasku oraz nieprzyjemnego odcinka składającego się z gruzowiska (czyj to pomysł, aby do lasu takie syfy wyrzucać???). Tam posypały się dętki i opony. Ja po raz pierwszy zdecydowałem się pojechać w SPD, więc miałem sporego cykora przed tak trudną trasą – zwłaszcza podjazdami (nie ćwiczyłem tego!). Na podjazdach często więc nie cisnąłem na maksa, tylko zeskakiwałem w połowie podjazdu i wbiegałem- tak aby uniknąć wywrotki i blokowania szlaku. W niektórych przypadkach nawet dawało mi to trochę przewagi, bo ludzie walczący na wjeździe niemal stali w miejscu walcząc o każdy centymetr, podczas gdy ja po prostu lekkim truchtem wbiegałem na podjazd. Koniecznie muszę to uwzględnić w strategii następnego startu 😉

Drugie okrążenie poszło już słabiej. Pierwsze kilometry wprawdzie wyszły podobnie, ale  dalej tempo spadło i dało mi się to odczuć. Wtedy przypomniałem sobie, że ja mam SPD i mogę również ciągnąć pedały do góry! To dowód na to, jak mało doświadczenia ma w posługiwaniu się pedałami zastrzaskowymi. Użycie szerszego spektrum możliwości takiego rozwiązania pozwoliło mi znowu nabrać nieco wiatru w żagle i znowu uciec moim „prześladowcom”, którzy deptali mi po piętach 😉

Kończąc drugie okrążenie zastanawiałem się, jaki czas  wykręcił Hubi. Gdy go zobaczyłem na ponad kilometr przed metą, stwierdziłem, że jest dziś w formie i dokonał rzeczy niemal niemożliwej! Nie pozwolił jednak gadać i natychmiast przystąpił do zmotywowania staruszka, aby ostatnie kilkaset metrów przyśpieszyć i wycisnąć jeszcze kilka sekund.

Dopiero na mecie  dowiedziałem się, że Hubi nie ukończył wyścigu. Stracił śrubę od sztycy i tym samym „stracił” siodełko – niestety już na pierwszym okrążeniu, jeszcze 7km przed linią mety. Już te 7km jazdy na stojaka pokazało mu, że drugie okrążenie w takich warunkach technicznych będzie bardzo trudne i raczej  nie pozwoli mu zawalczyć o pudło. Z jak wielkim  bólem zrezygnował z walki, to chyba nawet ja nie mogę sobie wyobrazić. Biorąc pod uwagę, że dzień wcześniej także urwał śrubę sztycy, jego zawód musiał być niemierzalny!

I tu wielką pociechą okazał się prowadzący, który dość skutecznie (od czasu do czasu) skupiał uwagę uczestników na „człowieku, który stracił siodełko” 😊 Świetne żarty, aluzje, wyważone docinki – widziałem, że to Huberta rozbawia i rozluźnia lepiej niż moje pocieszenia. Jeszcze raz słowa uznania dla prowadzącego, bo chyba nie ma gorszego widoku niż podcięte skrzydła młodego człowieka…

***

Potem przyszedł czas na „spakowanie” sprzętu rowerowego i przebieranie do biegu. Czas, gdy można było w końcu spotkać się z pozostałą, przemiłą częścią drużyny. Czasu może nie było za wiele, ale starczyło na pogaduchy, podzielenie się newsami z trasy, podzielić tematem siodełka i takie tam 😉 Jeszcze wtedy czułem, że rower mnie nieco „przepalił” i na bieganie szybkie to raczej nie będę mógł sobie pozwolić. Stąd śmiałem się, że Rafał pójdzie przodem a nasza trójka spokojnie doczłapie się do mety, jeśli jej wcześniej nie zamkną 😉

Start okazał się dla mnie zaskakująco szybko. Spoglądając na zegarek odkryłem, że biegnę w tempie ciut powyżej 5:00 min/km. Zrzuciłem to efekt tłumu, który zawsze ciągnie na początku. Z żalem pomyślałem, że pewnie od razu zostawiam moich kompanów, z którymi miałem biec. Po chwili jednak dołączyć się Rafał i postanowiłem pocisnąć trochę, tak 2-3 kilometry, aby go rozruszać troszkę a następnie wypuścić przodem, jak to zwykle ma miejsce. Dzięki nowemu planowi kolejne kilometry pobiegłem w tempie 4:53,  4:52 i 4:56 uzyskując średnią za pierwsze 4 kilometry na poziomie  4:56 (!) Na piątym kilometrze czułem, że moje zapasy się kończą i czas zwolnić. Plan jednak się udał i Rafał poszedł przodem. Nie za szybko, ale wyraźnie się oderwał – i o to właśnie chodziło!

Ku mojemu zaskoczeniu wcale tak bardzo jednak nie zwolniłem. Nadal na tej prostszej części trasy ciągnąłem w pobliżu 5:07. Dopiero podbiegi i piaski skutecznie mnie spowolniły – innych zresztą jednak też 😉 Było to jednak chwilowe, bo po wodopoju na szóstym kilometrze znowu nabrałem sił i kolejne kilometry, wbrew trudniejszej nawierzchni, robiłem w tempie 5:16. Rafała wprawdzie już jakiś czas nie widziałem, ale nie było moim celem dogonienie tego „wariata” – wiedziałem, że to niemożliwe.

Sił mi jednak nie brakowało. Walka na ostatnich 3 kilometrach zaczynała nabierać rumieńców a piaski dodatkowo dodawały smaczku. Każdy szukał dogodnego podłoża dla buta, ale ostatecznie chyba nikt nie znalazł złotego środka 😉 Pojawili się jednak ludziska, którzy zaczęli mnie wyprzedzać i to wyzwoliło we mnie nowe pokłady sił. Nie udało mi się ich już dogonić, ale tempo rozkręciłem do 4:55 i do mety już nie zwolniłem – wręcz przeciwnie. Na ostatnim kilometrze, gdy znowu przyszło mi wyprzedzać „konkurencję” i ta „konkurencja” postanawiała odzyskać stracone pozycje, ja włączałem kolejny bieg, a potem kolejny i kolejny! I tak ostatnie pół kilometra zrobiłem w tempie zbliżonym do 4:00 osiągając w szczytowym momencie tempo 3:30 min/km(!) Ciągle nie mogłem się nadziwić, skąd tyle we mnie sił po dość mocnych zmaganiach rowerowych?! Radość, euforia i Rafał na mecie, który utrzymując swoją tradycję, zaczął „kwilić”, że mógł pobiec lepiej, że jakoś tak po półmaratonie jeszcze nie ma pełnej mocy itd. Przyznać mogę, że jeśli chodzi o strategię biegu, to chłopak musi się jeszcze wiele nauczyć, ale że słabo biega – z tym się nie zgodzę nigdy!

Uzupełniliśmy wodę w organizmie i udaliśmy się na poczęstunek. Nie zdążyłem dokończyć jeść, gdy już mnie trzęsło. Niestety mokra koszulka i chłodne powietrze w cieniu budynku robiło swoje. Rafał zresztą też już chciał wrzucić coś cieplejszego na plecy, więc udaliśmy się do auta i dokonaliśmy szybkiej zmiany garderoby. Po powrocie w okolice jadłodajni spotkaliśmy Bogusia i Karolcię. Byli już po i wyglądali na zadowolonych. Patrząc teraz na czasy, trzeba przyznać, że poszło im zdecydowanie dobrze! Po szybkim review naszych przeżyć, gratulacjach i upewnieniu się, że wszyscy są cali, rozjechaliśmy się do swoich domów (prawie, bo Rafała namówiłem jeszcze na popołudniową kawę 😊).

Wyników jeszcze wszystkich nie ma (zwłaszcza generalek), ale te co są już teraz publikuję a resztę będę dopisywał w miarę ich pojawiania się.

Karolcia: 30-te miejsce w swojej kategorii wiekowej. Zdobywa 139,61 punktu dla naszej drużyny (więcej niż ja!  😉)

Hubi: Niestety „zaliczył” DNF (po raz pierwszy w życiu)

Rafał: zdobywa 18-te miejsce w swojej kategorii wiekowej zdobywając 139,83 puntu dla naszej druży (tylko ciutę lepiej niż Karolcia 😉 )

Boguś: Nasza gwiazda tej edycji zdobywa drugie miejsce w swojej kategorii  wiekowej, zdobywając 112,7 punktu dla naszej drużyny

Ja: 16 miejsce w swojej kategorii wiekowej w MTB; 29 miejsce w swojej kategorii wiekowej w biegu oraz 11 miejsce w klasyfikacji Duathlon (Open M).

Drużynowo (biegi) udało się uplasować na 10-tym miejscu (spośród 23-ech drużyn).

Pojawiają się powoli wyniki generalek (za edycję zimową i wiosenną, więc zaczynamy powoli wrzucać:

Drużynowe Biegi: 12-te miejsce na 28 drużyn.

Kolarstwo MTB, kategoria Open M: Hubi: 112, Ja: 40 (na 191 miejsc).

Dziękuję wszystkim za start i do zobaczenia z pewnością w czerwcu a być może nawet  i wcześniej 😊


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s