Zimowy Triatlon Warszawski

Normalnie odpuściłbym temat – jednak nie tym razem. Nie sposób spuścić żółci, która zbiera się, gdy się uczestniczy w tej imprezie. Zacznę jednak od początku, jako że od początku impreza ta potrafiła podnieść ciśnienie.

Zacznijmy od marketingowych bzdetów: 30-ty raz odbywa się ten zimowy triatlon i (ponoć) w takiej konfiguracji (bieg, łyżwy, rower) jest jedyny w Europie. Nie sprawdzałem i nawet nie zamierzam. Do tego kilogramy marketingowej papki na temat tego ilu biegaczy zgromadziły imprezy Aktywnej Warszawy.

Niestety od dłuższego czasu nie lubię ich, jako organizatorów. Wielokrotnie zawiedli, spaprali, niedociągnęli itp. itd. Od dłuższego czasu nie brałem już udziału w ich imprezach. Jednak formuła triatlonu bardzo mnie zaintrygowała i postanowiłem (również pod lekką presją syna), że zaryzykujemy.

Same zapisy i opłacenie – pikuś! Pan Pikuś. Dalej jednak były już tylko schody:

  • regulamin nie kompletny (brak wielu informacji),
  • biuro zawodów otwarte tylko w dniu imprezy (!),
  • brak szczegółowych informacji na miejscu,
  • fatalny system zliczania czasu (być może także czynnik ludzki?)

W regulaminie znalazło się wiele informacji. Wielu też jednak brakowało, co powodowało, że ludzie ciągle o coś pytali, organizatorzy odpowiadali, a pozostali mieli pilnować wydarzenia fa FB – wtedy mieli szansę dowiedzieć się coś więcej.

Biuro zawodów tylko w dniu imprezy. Niby nic, ale nie majać pełnych informacji (choćby o godzinie podstawiania swoich rzeczy do stref zmian), trzeba było zaplanować dużo wcześniejszą obecność. Z domu musieliśmy więc wyjechać o 10:00, gdzie start był przewidziany na 12:30. W biurze zawodów oczywiście kolejka i gorączkowe wydawanie pakietów startowych – trzeba swoje odsttać w kolejce. Brak wydzielonego miejsca narowery pod biurem zadowód – to już nawet szkoda o tym wspominać…

W biurze zawodów zapytałem, gdzie dowiem się coś na temat stref zmian, terminów, informacji szczegółowych itd. Zobaczyłem tylko okrągłe oczy młodych ludzi i roździawioną buzię w wyrazie „a czy mówi pan po polsku albo chociaż po biegacku?”. Najwięcej informacji wydusiłem z tzw. stuardów – zaiste ciekawe i wpieniające. Wydzieranie informacji było jak szukanie zaginionej arki – przygodą życia! To co nie wiedzieli stuardzi, dopowiedzieli zawodnicy, którzy już znali tę imprezę. Ciągle nie mogę wyjść z podziwu: nie można było tego umieścić w regulaminie? Jakimś dodatkowym opisie? A może trzeba było po prostu więcej zapłacić i miałbym wtedy komplet informacji?

Sam bieg poszedł nam całkiem dobrze – zeszliśmy z tempem poniżej 5:00 min/km. Trasa dość trudna technicznie (sporo śniegu, troszkę błotka śniegowego, skosu bocznego nawierzchni. Niestety także strasznie nudna. Biegało się we wstążeczkę i do tego dwa okrążenia tej wstążeczki. Nawet i lepiej, że tylko 4km – inaczej zawodnikowi groziłaby śmierć przez nudę. Do czasu biegu jeszcze wrócę – to oddzielna historia.

Łyżwy: trudno nazwać nudą przejechanie pięciu szybkich kółek. Gdybym miał to jakoś skomentować to może tak: szkoda było łyżew zakładać na tyle jazdy. Niemal zero frajdy!

Rower: tu było nieco ciekawiej, bo jechaliśmy tym samym torem, co biegaliśmy. Mnóstwo zakrętów 180 stopni, ślisko, niebezpieczne zjazdy, zaśnieżony asfalt chodnika. To wszystko sprawiało, że trzeba było się wykazać sporymi umiejętnościami technicznymi. Stąd też częstym widokiem było umizgiwanie się na zakrętach a potem próba nadrabiania na prostej. Scieżka była na tyle mało rozjeżdżona, że chąć wyprzedzać, trzeba było walczyć po niemal świeżym śniegu – czyli włożyć zdecydowanie więcej siły. Ale to to tylko elementy, które sprawiały, że rywalizacja na rowerach miała smaczek. Jednakże pięć okrążeń to tylko 10 kilometrów. Wszystkiego zdecydowanie za mało…

Potem bufet, zebranie gratów i weryfikacja wyników. I tu zaczyna się kolejny komedio-dramat. Łzy radości mieszały się ze łzami wściekłości i bezradnej złości. Mam wrażenie, że ktoś zabawił się naszym kosztem (mowa tu także o innych głosach żalu kłótni – zasłyszanych z Internetu jak i z namiotu sędziów.

Na 15 minut przed nagradzaniem najlepszych, udaliśmy się na start ponownie, aby sprawdzić wyniki. Namiot sędziów był oblegany przez zawodników a krzyki było słychać z daleka. Frustracja ludzi, widać było, sięgała zenitu. Gdy zapytaliśmy o wyniki, przekierowano nas na stronę operatora systemu pomiarowego datasport.pl. Tam ku naszemu zaskoczeniu doczytaliśmy sie, że Hubi zajał pierwsze miejsce w swojej kategorii, a ja szóste w swojej kategorii wiekowej. Radość i telefony do rodziny i bliskich. No i oczywiste, że zostajemy na „koronację”!

Jaki mieliśmy wynik niestety nie wiedziałem – pod czas roweru, zegarek wyłączył się (niechcący wcisnąłem przycisk STOP), więc nawet nie zwróciliśmy uwagi na czas, który był gdzieś w okolicy 48 minut z jakimś hakiem. Nie ma znaczenia, bo chłopak ma przecież pierwsze miejsce! Czekaliśmy wiec dzielnie, marznąć dość znacznie – nasze ciuchy były jednak lekko zawilgocone po tylu konkurencjach. Wspomagaliśmy się więc gorącą herbatą (niestety niezbyt dobra, ale to norma na takich imprezach), staniem przy ognisku i ustawicznym skakaniu, aby ciało ciągle utrzymywało wydatek energetyczny zamieniany w ciepło.

Gdy przyszła kolej na kategorię M16, przekonaliśmy się, że Huberta nie wyczytano. Musieliśmy mieć z pewnością nie tęgie miny, bo nawet nasz 72-letni rozmówca zaniepokoił się na twarzy, gdy zobaczył nasze miny. Szybki ponowny rzut oka na wyniki, aby przekonać się, że Hubi jest już szósty w swojej kategorii wiekowej a ja ósmy. Z pewnością miny mieliśmy jeszcze gorsze bo nawet patrząć na Huberta miałem wrażenie, jakby zobaczył kosmitę! Gdy zaczęliśmy się wgryzać w wyniki, to okazało się, ze czas zmienił się już na 52 minuty z hakiem. „Ciekawe” rzekłem, uznajać że jest to dobry eufemizm mojej konsternacji, wkurwu i bezsilności. Natychmiast zebraliśmy się z tej porąbanej imprezy – byliśmy przemarznięci, rozzłoszczeni a nawet rozczarowani, bo impreza niestety nie przyniosła nam tyle frajdy co byle przejażdżaka MTB.

W domu obiad, odpoczynek, wylanie zółci na forum rodziny i znowu odpoczynek. Chwilę potem stwierdziłem, że sprawdzę jeszcze raz wyniki, bo chciałem przymierzyć się do tego posta. Jakieś znowu było moje wkur…wienie, gdy zobaczyłem, ze wyniki znowu się zmieniły. Nowa fala złości i bezsilności niemal mnie rozerwała! WTF??? Tym razem mieliśmy już 54 minuty z hakiem i jeszcze dalsze miejsca w swoich kategoriach! Jakaś pieprzona licytacja czy co??? Nigdy więcej tej imprezy – to pewne! Jednakże to nie był koniec niespodzianek w liczeniu czasu.

Gdy wracaliśmy do domu, sprawdzaliśmy jeszcze te porypane dane czasowe zmierzone systemem datasport.pl. Z ciekawości wszedłem na swoje nazwisko, aby spradzić, jak system policzył poszczególne moje konkurencje. Byłem o tyle ciekawy, że miałem jako tako zmierzone łyższy, bardzo dokładnie bieg i tylko kilka sekund roweru. System pokazywał takie coś:

  • połowa biegu: 8 minut (he?!)
  • pełny bieg: 0:00 (he?!?!?!)
  • łyżwy: 10 minut z małym haczykiem
  • rower: 29:10

Miałem zmierzony czas biegu: 18:23. Od chwili zakończenia biegu do chwili wejścia na rower mineło mi 10 minut i kilka sekund – łatwo więc było policzyć, że liczby z kosmosu. Teraz wieczorem wygląda to jeszcze inaczej:

  • bieg: 21:51 (niestety bzdura – nawet jako czas brutto!)
  • łyżwy: 4:53 (samej jazdy może i tak)
  • rower: 27:52 (tu nie mam pewności, ale według naszych wyliczeń wychodzi raczej 25:35 – tu jednak różnica może wynikać z innego sposóbu liczenia poszczególnych etapów)

W zasadzie nie chce mi się tego analizować ani protestować, ani dyskutować z organizatorem. Pokazał się od nagorszej możliwej strony i dla mnie pozostanie na długo zwykłym patałachem. Nigdy wiecej tej imprezy i mam nadzieję, że nie dam się namówić na żadną inną imprezę organizowaną przez Aktywna Warszawa.

Jednym słowem: Żenada!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s