Radość współczesnych dzieci…

2018-06-27 12.57.54.jpgNa początku był… nie, nie chaos – na początku był komentarz do postu, który wyrażał bezradność wobec podjętego zjawiska/tematu. Gdy tak pisałem odpowiedź na komentarz słowa mnożyły się jak bakterie i grzywy a ich lawinowy wzrost pozwolił mi zdać sobie sprawę z kilku rzeczy: to się raczej nie zmieści jako komentarz oraz, że przemyślenia te leżą we mnie już na tyle długo, że najwyższa pora je przelać na „papier”. A całość dotyczy pewnego artykułu pani Małgorzaty, która z zawodu jest psychologiem, w którym najpierw szuka niby-problemu problemu, a potem winnego. Jak to z reguły bywa – winnego szukamy tam, gdzie są najsłabsi – czyli w naszych pociechach (czy jeszcze nimi są?).

Jednakże nie chciałbym też zamęczać potencjalnego czytelnika – współcześni nie przepadają przecie za „długimi formami literackimi” 😊 to też od razu przejdę do meritum:

Autorka postanowiła wywrócić rzeczywistość do góry kołami. Przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka (nie wykluczam, że nie dopatrzyłem się właściwego komunikatu). Po chwili refleksji nad tymi naszymi „zniewieściałymi pociechami” doszedłem do wniosku, że prawda może być jednak nieco inna. To my, ci starsi, rozdający drogowskazy młodszym, zakrzywiamy i zakłamujemy rzeczywistość. Co więcej! Robimy to tak skutecznie, że zaczynami w to wierzyć całym sobą.

Nie chcę roztrząsać całego artykułu, słowa po słowie – chciałbym się skupić jedynie na głównych dwóch aspektach: dzieci podczas świąt oraz wyjazdy wakacyjne. A więc do rzeczy.

Pani Małgorzata demonizuje troszeczkę dzieci podczas świąt. Bo właściwie co w tym złego, że dzieci chcą się bawić ze sobą i nie chcą tego robić zabawkami, które dostały? Spójrzmy okiem dziecka: super się bawimy razem (mówię przede wszystkim o swoim podwórku), z rodziną, którą nie widujemy często, więc po co mam teraz bawić się zabawkami, które mnie pewnie zmuszą do samodzielnej zabawy? Mamy chowanego, możemy rozmawiać, śmiać się, żartować, wygłupiać… najlepiej z dala od  tych smutasów, dorosłych, którzy chcieliby, abyśmy cały czas byli grzeczni, poprawni i nudni…?

Bo i co w tym złego, że dzieci świetnie sobie organizują czas, podczas gdy dorośli jak kwoki zasiadają przy stole i tylko  „ko, ko, ko, koooo…”. A poproszeni o zabawę z dziećmi (lub sprowokowani do zabawy) unoszą się oburzeni na swoich grzędach i podnoszą głośne „KO, KO, KOOOIIII!”. Dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje, i wolą swój radosny czas spędzać z dala od nas. I my chcemy teraz ich obwiniać za nasze warcholstwo wobec ewentualności spędzenia czasu z młodszymi? Na co dzień i tak odbieramy im resztki naszego wspólnego czasu wbijając ich w setki obowiązków, których i tak nie wykonujemy razem…! Dlaczego więc nawet na święta uznajemy, że nie jest to właściwy czas na zabawę/bycie z naszymi pociechami. Na stole jest przecież tyle do zjedzenia, w kuchni tyle do zrobienia, w telewizornii tyle do obejrzenia, z rodziną tyle do omówienia i opicia… Tylko dla naszych pociech brakuje nam czasu i uwagi.

A prezenty? Jakąż mają wartość, gdy są tylko kolejnym przedmiotem, kolejnym wypełniaczem półki, kolejnym czymś, czego dziecko nie może zidentyfikować i połączyć z konkretną osobą. Jakąż więc radość mi to sprawi? Czyż robienie prezentów nie jest sztuką? Pewnie, że jest, ale kto jeszcze o tym pamięta? Dobrze zrobiony prezent działa tak, jak ostatnio w przypadku córki: otrzymała coś o czym marzyła, choć cenowo było to tanie. Przekazane z pompą, cieszyło długo a nawet doczekało się swoich publikacji na FB. Mało tego: do dziś stoi na honorowym miejscu (ciągle pod ręką) i jest dumą tej mojej młodej damy. Natomiast nie zmieniło to faktu, że w tym czasie wolała spędzić czas z rodziną – nie z prezentem… Bo to przecież on jest najcenniejszym prezentem od nas!

Po drugie: wyjazdy i kolonie. Dziwimy się, że dzieci nie chcą tam jeździć. Ba! W tym roku moja córka nie była zainteresowana żadnym wyjazdem, a syn po kilku tygodniach zastanawiania zrezygnował. Co za dzieci!? Straszne! Jak tak można?! Co nie? Bzdura!!! Gdy się dobrze zastanowimy, to szybko znajdziemy odpowiedź dlaczego się tak dzieje.

Przyjrzyjmy się jednak najpierw córce. Wyjazd na obóz taneczny, z koleżankami, z którymi chodzi na tańce. Super opcja, przyzwoita cena, bogaty program i cuda na kiju. A te niewdzięczne dziewczę nie chce jechać. Po kilku dniach przychodzi, przytula się i pyta: kiedy pojedziemy razem w góry?

Przypadek syna. Jest starszy i faktycznie mniej już potrzebuje czasu w rodzinnym gnieździe. Chętnie wygląda poza nie i próbuje pierwszych lotów o własnych siłach. Ogląda się jednak ciągle i sprawdza, czy ma wsparcie i pomoc, gdy mu nie pójdzie. Chce mieć gniazdo blisko siebie, czuć się bezpiecznie i mieć gdzie wrócić. To też, gdy planował wyjazd na obóz/kolonie, to brał pod uwagę swoją paczkę, znajomych. Gdy ci nie zorganizowali się wystarczająco skutecznie, także stwierdził, że nie chce jechać. Nawet alternatywa wyjazdu z dziewczyną nie był wystarczającym argumentem – miała być większa paczka znajomych. Po kilkunastu dniach przyszedł do mnie i zapytał: pojedziemy gdzieś w tym roku? Masz jakieś plany?

 

Dzieci nie potrzebują naszych pieniędzy, kolejnych gadżetów, wyjazdów i innych bzdur, które można kupić za gotówkę. Potrzebują nas, naszej obecności, uwagi i naszego czasu, który im oddamy, nie próbując go odważać po aptekarsku. Potrzebują naszego serca i emocjonalności. Pani Małgorzata nie mówi o chorych czasach czy rozwydrzony i rozpieszczonych dzieciach. Ona mówi o dzieciach, które wołają nas, które proszą o nasz czas, naszą uwagę, naszą obecność i prawdziwe relacje (te radosne jak i te mniej radosne). Dziś w FB zobaczyłem ładny i poruszający tekst:

Ashampoo_Snap_czwartek, 28 czerwca 2018_09h12m01s_014_.png

Ma wielką wartość i potężną mądrość. FB oczywiście spłycił to bezwzględnie i okrutnie, a jego treść ma tylko podkreślać wartość samego FB. Wyjęty z kontekstu stanowi jednak jedyną słuszną dewizę, która odpowiednio zainwestowana, może dać odpowiednio dobrze oprocentowany zysk.

(…) A wystarczy tylko zmienić perspektywę patrzenia.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s