Biegi przełajowe Legionowo – Wiosna

przelaje_81

Po raz trzeci wziąłem udział w Biegach Przełajowych o Puchar Prezydenta Miasta Legionowo. Miał biec ze mną Hubi, ale ostatnio zaliczył kontuzję, zwaną potocznie „kolano biegacza”. Trzeba było więc rozwalić program treningowy i przejść w stan standby. W pucharze tym jednak pobiegła Iga. Ona z racji swojego wieku i startu jako reprezentanta swojej szkoły, biegła na dystansie 400m. Piękna pogoda, nie za ciepło, sucho – wręcz idealna pogoda. Stąd też Iga liczyła na miejsce na podium. Marzenia już dawno temu poszybowały na tę część podium z jedynką – aspiracje trzeba mieć!

Przed biegiem Iga bardzo się denerwowała. Stres widać było nawet z zamkniętymi oczami. Szczęśliwie wraz z koleżanką Martą jakoś się opierały emocjom, pomimo tego, że chwilę później musiały rywalizować również ze sobą. Dziewczyny startowały również z rocznikiem starszym od siebie o rok (2006-2005). Zadanie nie było więc łatwe, jako że w tym wieku rok różnicy to bardzo dużo. Być może było to jedno ze źródeł stresu Igi?

Bieg faktycznie nie był łatwy. Dwie pierwsze dziewczyny (2005) odeszły od pozostałych tak spektakularnie, że trzecia w kolejności nie miała już szans na dojście tych pierwszych. Na szczęście Iga była tą trzecią. Marta przez chwilę próbowała dogonić swoją koleżankę, ale Iga miała jeszcze sporo sił, aby nie dać się na ostatnich kilkudziesięciu metrach. Takim oto sposobem Iga stanęła na pudle. W tym roku do pucharu organizatorzy podarowali także dziecku medal – wspaniale, że organizatorzy potrafią uczuć się na doświadczeniach poprzednich imprez!

2018-04-21 10.38.01.jpg

Ja miałem pobiec sam. Hubiego nie było, znajomych (takich do pogaduchy) nie widziałem – kilka znajomych twarzy, ale nic ponad to. Nie pocieszało mnie to i moje nastawienie przechylało się w kierunku: zrobię sobie po prostu szybki TRENING – ze szczególnym naciskiem na to ostatnie słowo. I w takim nastroju ruszyłem niemal z ostatnich szeregów startujących.

Wystarczyło przekroczyć linię startu by nagle odezwał się zew wilka – ruszyłem jak goniony, jakby otaczający mnie ścisk biegaczy miał mnie udusić, jeśli nie wydostanę się z ich uścisku. Szybko nabrałem prędkości i zszedłem poniżej 5:00 min/km. Już na pierwszym kilometrze ustawiłem się obok jednego z biegaczy i co chwila on mnie wyprzedzał a po chwili ja jego. Dzięki temu udawało nam się utrzymywać fajne i żwawe tempo.

Na 3-cim kilometrze dogoniliśmy dziewczynę, która okazała się być znajomą mojego zająca. Odtąd biegli już razem i powoli narzucali tempo, którego nie byłem już w stanie utrzymać – krok po kroczku odchodzili  do przodu. Ostatecznie udało im się wypracować kilkanaście metrów przewagi. Na piątym kilometrze odległość ta została utrwalona – już nie uciekali mi, a ja powolutku zaczynałem się do nich zbliżać. To mnie napełniło znowu mocą i rozpocząłem powolną redukcję naszej różnicy – zupełnie nie licząc się z tym, że ja biegnę na 12 kilometrów a ona na 6 km.

przelaj_11Na początku 6-tego kilometra doszedł ich i minąłem z zaskakującą szybkością. Nie była to jednak moja zasługa – to dziewczyna traciła siły i wyraźnie spowolniła. To dodało mi skrzydeł i do mety (mojego półmetka) leciałem znowu mocno. Półmetek zaliczyłem poniżej 29 minut!

Niestety bieg jest tak skonstruowany, że drugie 6 kilometrów to ta sama trasa – druga pętla. Chyba już nie lubię takich biegów ☹. I tak jak pierwszą pętlę zrobiłem w tempie 4:49 min/km tak druga pętla była w tempie 5:00 min/km. Znacząco wolniej.

Na to spowolnienie złożyły się jednak także inne czynniki. Jednym z ważniejszych czynników była samotność biegacza. Jest to o tyle dziwne, że startowałem w zawodach i tych zawodników jednak troszkę było. Mimo to już po 7-mym kilometrze wyprzedziłem gościa, który tak mocno odszedł mi na pierwszej pętli i wpadłem w lukę, gdzie zostałem sam. Z tyłu nikogo (człowiek zniknął mi z pola widzenia już po kilkuset metrach po wyprzedzeniu) i z przodu nikogo. Już dawno nie byłem tak  osamotniony na zawodach. Jest to moment, w którym brakuje motywatora, aby trzymać mocne tempo. Co gorsza, ten stan trwał ponad 4 kilometry(!) Dopiero na ostatnim kilometrze doszedłem kolejnego gościa a dwóch innych mnie. Przetasowaliśmy się więc nieco i takiej konfiguracji dotarliśmy do mety.

Ostatecznie okazało się, że jak na mnie, zająłem dość wysokie lokaty:

W kategorii OPEN: 21-sze miejsce

W kategorii M40: 7-me miejsce

Wyniki więcej niż zadowalające, choć posmak imprezy nieco gorzki. Zdecydowanie lepiej biega się z kimś – nawet gdy się mu ucieknie 😉

biegi_36


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s