Wieliszewski Crossing 2018 Zima

20180204_141315Poprzedni rok zdecydowanie utrzymał moją chęć uczestniczenia w tej serii biegów. Być może dlatego, że to moja gmina, być może dlatego, że to lokalna i dość mała impreza, być może dla zestawu medali, które zawsze zachwycają (o czym pisałem tu), może dlatego, że to wspaniałe trasy, może dlatego, że atmosfera imprezy jest poruszająca ciepło a może to wszystko razem wzięte? Tak czy siak bardzo polubiłem tę imprezę i nie wyobrażałem sobie planu biegania 2018 bez tego cyklu.

Pogoda dopisała: nie padało, lekko zimno (ok. -2, może -3 stopni C) choć bez słońca, nie wiało. Gorąco za to było przy ognisku i starcie/mecie, gdzie spikerzy skutecznie zagadywali nawet tych, którzy ich nie słyszeli – super oprawa! Jeśli dodamy do tego obszerną bazę w postaci szkoły, to można pominąć kwestię chłodu, który można było zbić w ciepłych ścinach ogrzewanego budynku. Tam zaś czekała cała oprawa związana z dekoracją zwycięzców jak i zaplecze kuchenne ze sztandarowym spaghetti, ciastem drożdżowym i gorącą herbatą.

27500774_1644484795634820_6722746944145058595_o

Na starcie pojawiliśmy się w składzie: Kamil, Hubert i ja. Kamil lekko niedysponowany, Hubert z lekkimi bólami kolan i ja, który planował przybiec szybciej na metę, aby chłopakom przygotować pieczoną kiełbasę na ognisku. Plan był prosty: dzień wcześniej miałem mieć dość mocny bieg, który zawierał:

  • 2 km rozgrzewki
  • 2 km biegu w tempie 5.10
  • a potem 6 interwałów po 1 km w tempie 4:45 z odpoczynkiem przez 1 km w tempie nie gorszym niż 6:00

Bieg miał być więc mocnym treningiem, więc założyłem bieg, który pozwoli mi zejść poniżej 5:00 min/km. Nie miałem oczywiście pewności czy się uda, bo trasa bywa wąska, trudno, z podbiegami, piaskiem, błotkiem itd. Plan jednak miałem i chciałem przynajmniej spróbować. Od chłopaków oddzieliłem się wiec właściwie na pierwszych metrach i ruszyłem przed siebie, starając się utrzymać w miarę mocne tempo – zwłaszcza, że pierwszy kilometr był po asfalcie, więc był to w miarę lekki fragment trasy. Potem zaczynały się łąki, lasy a nawet lekko bagniste pola (na ostatnich kilometrach).

Ashampoo_Snap_2018.02.08_12h49m57s_007_.png

Tak szybkie tempo (poniżej 5:00) sprawiło, że dyszałem jakbym miał za chwilę wykitować. Szybko się jednak przekonałem, że trzymając równie tempo oddychania, nie przeszkadzało mi a jednocześnie pozwalało utrzymać szybkość. Dzięki temu wyprzedzałem non-stop. Dla wielu pewnie brzmiałem, jakbym maił za chwilę przejść do marszu i odpuścić – ale tak się nie stało! Ciągnąłem i wyprzedzałem bezlitośnie – no chyba, że ścieżka przechodziła w taką wąską, że na kilkadziesiąt metrów musiałem odpuścić (np. szósty kilometr).

Tak szybko jeszcze nie biegałem – to pierwszy mój tak mocny bieg. Po raz pierwszy zobaczyłem, że złamać 50 minut na 10 km nie jest dla mnie dużym problemem. Ciekawy jestem ile teraz bym wykręcił na asfalcie – trzeba będzie to w najbliższym czasie sprawdzić. To jest jednak pieśń przyszłości.

Przed metą zmusiłem się do sprintu, aby wyprzedzić jeszcze jednego zawodnika. Zasapany, z medalem u szyi ruszyłem na kucharzenie, którego efektem miały być pieczone kiełbaski. Kucharz ze mnie marny, więc jakość wyrobu rąk moich był raczej mierny. Po kiełbaskach ruszyliśmy jeszcze na przysmak biegacza wieliszewskiego, herbatkę i potem szybciutko do domu – przebrać się w coś ciepłego i suchego.

Sukcesem tego biegu nie był tylko czas. W swojej kategorii wiekowej zająłem 22-gie miejsce (!) na 78 zawodników. Miejsce OPEN: 92-gie. Bardzo satysfakcjonujące wyniki 🙂

 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s