Bieg WOŚP

20180115_093713Dziwna to impreza. Miałem okazję już raz wziąć udział w tym biegu i moje odczucia zmieniły się – tyle, że na jeszcze gorsze. Skąd te moje niezadowolenie?

Było dość przejmująco zimno, pomimo tego, że temperatura nie była aż tak mroźna. Mocny wiatr psuł wiele z komfortu uczestnictwa. Wiele czasu jednak nie mieliśmy na te rozważania, bo znalezienie miejsca parkingowego graniczyło z cudem. Wyjechaliśmy jak zwykle odpowiednio wcześniej – lubię mieć zapas czasowy na nieprzewidziane sytuacje. Centrum było jednak tak skutecznie zawalone, że po przejechaniu kilkunastu ulic zdecydowałem się, że parking Złotych Tarasów będzie super rozwiązaniem. Nic bardziej mylnego! Na parkingu był taki korek, że straciliśmy tam blisko 20 minut i ostatecznie wyjechaliśmy, zostawiając opłatę za parking, z którego nawet nie skorzystałem (grrr!). Ponownie, choć tym razem już z lekką paniką, bo czas nam uciekał nieubłaganie, ruszyłem na poszukiwania jakiejś dziury do zaparkowania. Miejsce znaleźliśmy dopiero za Hożą. Dzięki temu do miejsca startu biegu mieliśmy ponad kilometr, który to pokonaliśmy lekkim truchtem, aby zdążyć na start. Start na szczęście się przesunął troszkę, dzięki temu dotarliśmy na miejsce minutę przed sygnałem na start.

Idea biegu jest zacna – trudno z tym dyskutować. Wspieramy WOŚP, jest okazja do rozmowy o cukrzycy i drodze do niej prowadzącej, o zagrożeniach, konsekwencjach itd. Na szczęście dzieci dużo o to pytają a ja opowiadając o tym, mam nadzieję, że ich świadomość wzrośnie do poziomu, który będzie można nazwać świadomym rozumiem trudnych spraw zdrowotnych. Jednakże gdyby nie to, że córka miała wystartować w biegu, jako element treningu (zadany z sekcji lekkoatletycznej), to z pewnością nawet nie rozważałbym udziału w tej imprezie – ta przed laty skutecznie mnie upewniła w niechęci do biegania w tej edycji biegu ulicznego. Ale obowiązek obowiązkiem jest, to i zapisałem pozostałych 🙂

20180114_135635

Wystartowaliśmy w czwórkę. Moją misją było poprowadzić Igę (biega póki co najwolniej na takich dystansach), a młodzież postanowiła sprawdzić się czasowo na tych pięciu kilometrach. Start był jednak wyjątkowo długi, nużący i niesympatyczny. To tak jakby puścić całe grupy pielgrzymkowe do kościoła przez drzwi zakrystii – masakra! Trwało to kilkanaście minut. Dla wielu pewnie było to zbawienne, bo z pewnością z parkowaniem wiele więcej osób miało niż tylko ja – mogli mimo to zdążyć wystartować w imprezie.

Kolejna rzecz, która rzucała się w oczy to różnorodność uczestników (celowo nie używam słowa „biegaczy”!). Można było dojrzeć biegaczy zawodowych, amatorów a także tych, którzy po raz pierwszy naciągnęli gatki, aby zmierzyć się chyba nie tylko ze samym sobą. Ci ostatni wybierali najmniej przewidywalne trajektorie biegu, uniemożliwiając wyprzedzenie siebie nawet w odległości metra od nich. Niefortunne wpadnięcie pod ich trasę często skutkowało wystrzeleniem ogników wprost z oczodołów, przez co nogi niemal natychmiast uginały mi się, nie pozwalając kontynuowania wyprzedzania, a płomień który pozostawał na mojej klatce piersiowej palił jakbym się pocił kwasem. Ci bardziej asertywny biegacze (zapewne moglibyśmy ich nazwać doświadczonymi amatorami) udawali kulę armatnią, której trajektorię zmienia jedynie grawitacja a napotkane przeszkody stanowią tylko dodatkowe wyzwanie oraz radosne doliczenie punktów za bohaterskie ich przejście.

Wśród uczestników bez trudu dało się wyróżnić również rowerzystów. I nie dlatego, że było ich wielu – w końcu regulamin zabraniał biegać przy użyciu pedałów – ale dlatego, że w tak dużym ścisku tych, którzy poruszali się przy pomocy stóp przyodzianych w buty, których podeszwy co chwilę udeptywały nierówny asfalt, obecność dwukołowców była wyjątkowo ryzykowna i niemal rozjuszająca. Wśród rowerów były także te mniejsze rowery. Poniekąd rozumiem zapał rodziców, aby dzieci zachęcać do sportowych przygód – ta impreza jednak, moim zdaniem, jest ostatnią, na którą zabrałbym swojego 3-5 latka. Dzieci te często nie bardzo ogarnięte, potrafiły najeżdżać innym na nogi, sprawdzając jak dobrze zawiązali swoje buty, lub wpadać na łydki tych obok przebiegających, jakby chciały szybko pomścić próbę ich wyprzedzenia.

Wśród dwukołowców pojawiały się także, choć sporadycznie, hulajnogi. Ci z reguły lepiej sobie radzili, choć mechanizm hamowania w tych tańszym modelach nie pozwala na weryfikację refleksu szalejących kierowców. Co gorsza, ich zapał w ściganiu był zauważalnie silniejszy niż w przypadku rowerów.

Prócz biegaczy i dwukołowców, można było spotkać także wielokołowców: rolkarzy. Ci z reguły mają dobre umiejętności manewrowania. Problem polega jednak na tym, że ruch biegnących i jadących raczej nieporywający, więc nie wyglądało na to, aby rolkarze mieli przyjemność z pokonywania tej trasy w ten sposób.

Do całej tej paczki należy dodać jeszcze dwie kategorie uczestników: nordic walkingowców oraz spacerowiczów. Tych w prawdzie coraz częściej traktuje się jako uczestników biegów, jednak w tak masowej imprezie jest to już dość kłopotliwe. Zacznijmy od tych mniej kłopotliwych: spacerowicze. Chcą pokonać trasę, uczcić WOŚP, pomyśleć poważnie o cukrzycy a może nawet się z nią rozliczyć – super! Tylko, czy trzeba iść samym środkiem, albo co częściej widziałem, całą szerokością, bo tak dobrze się gada z innymi? W gruncie rzeczy na medalu napisane jest „Bieg…”

Wróćmy jednak do nordic walkingowców. Do tej pory nie przykuwali mojej uwagi, bo spotykałem ich sporadycznie (choćby na Parkrun). Gdy ich przybywa i dodatkowo mamy bardzo masową imprezę (o dużej gęstości zawodników na metrze kwadratowym), to robi się nie specjalnie fajnie, bo technika chodzenia polega na lekkim wyrzucaniu kijków do tyłu. Gdy nieświadomy biegacz (jak moja początkująca w bieganiu córka) zbliży się niechcący za blisko, to dostaje tym kolcem wprost w nogą! Duża część tych kijków ma niestety ostre zakończenia (czasami mylnie korzysta się z kijków narciarskich), więc kilak takich kolnięć, oprócz bolesnego doświadczenia, może być przyczyną poranienia. Jednak chciałbym to mocno podkreślić: osobiście bardzo lubię, gdy do biegów włączają się nordic walkingowcy, zwłaszcza, że ostatnio coraz częściej widzę idących naprawdę szybko! Warto może jednak wprowadzić jakieś niepisane zasady, które zwiększą bezpieczeństwo i jednych i drugich: np. walkingowcy trzymają się prawej strony, a biegający lewej?

20180114_143552

Jeszcze kilka lat temu normą w biegach ulicznych, o czym przypominano nagminnie, było: jeśli nie masz siły biec i chcesz przejść do marszu, to zejdź do prawej strony i nie przeszkadzaj biegającym. Obecnie coraz częściej zauważam, że mało kto zwraca uwagę na innych. Zatrzymujemy się gdzie popadnie, idziemy jak „święte krowy”, nie pozwalając innym robić tego, co im lepiej wychodzi niż nam. W tym biegu kumulacja tego zjawiska jest nadzwyczajna! Gdy połączymy więc tę różnorodność uczestników z pewnego rodzaju egoizmem, to mamy wyjątkowo mało miły i trudny bieg.

Jednak to nie koniec mojego marudzenia. Najgorszym w tym biegu był ostatni fragment trasy, około 300 metrów. Zupełnie nie rozumiem skąd się to wzięło, ale aby przejść przez metę, ostatnie 300 metrów szliśmy ponad 15 minut!!! Biorąc pod uwagę, że mamy kiepską pogodę, nieprzyjemny, zimny wiatr, rozgrzane ciało i przemoczone potem ciuchy – to mamy idealny punkt wyjścia do mega przeziębienia (co córce się niestety udało). Dwanaście lat doświadczeń i ciągle nie można tego zorganizować jak należy – ciekawe, co? Jakby na to nie patrzeć, końcówka biegu przelała czarę goryczy. Zależało nam tylko na medalu a potem szybko do samochodu – mieliśmy już dosyć tej imprezy. Obowiązek odwalony, medal zaliczony i lepiej zapomnijmy o tym…

W moim przypadku nie jest więc tak, że ja ciągle nie lubię tej imprezy. W moim przypadku jest tak, że ja coraz bardziej jej nie lubię!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s