XXXV Bieg Przełajowy w Legionowie

20171209_104806

Tym razem duma skierowana jest w innym kierunku: Iga stanęła na pudle! Pierwszy duży sukces, który powinien ją rozsmakować w tym sporcie – już tak na dobre 🙂  Zacznijmy jednak od początku.

9. grudnia – ponury dzień, trochę błota i wielu biegaczy, którzy zdaje się, że nie zauważyli panującej jesienno-zimowej aury. Ale z biegaczami to tak chyba trochę jest – są krótkowzroczni 😉

W tym biegu pobiegła Iga, Hubert i ja. Iga w biegach dla młodzieży w swojej kategorii wiekowej – na 400m, a ja z Hubertem podszedłem do biegu głównego – na 12 kilometrów. Impreza sama w sobie jest dziwaczna i posiada szereg „udogodnień”, które potrafią nie tylko rozsierdzić, ale i mocno przeszkodzić we frajdzie biegania. Więc zacznę od marudzenia.

To na jakim dystansie pobiegniesz, zależy od Twojego rocznika. Samo w sobie nie jest to może problemem, gdyby nie to, że jest przypisywane na sztywno. Czyli, jeżeli mój syn, który w tym roku zrobił już wiele dystansów na poziomie 10-14 kilometrów, chciałby pobiec w biegu głównym, to musi wykazać się odpowiednio wysokim wiekiem. I tu przyznaję się bez bicia: nakłamałem przy zgłoszeniu (chodzi o rok urodzenia), aby chłopak mógł pobiec w biegu głównym – innej możliwości nie  ma (jak się okazało, po konsultacji z organizatorem).

Kolejnym dziwadłem dla mnie jest to, że medal dostają wszyscy z wyjątkiem tych, którzy stanęli na podium. WTF??? Dla mojego dziecka, Igi, która z pasją kolekcjonuje nowe medale było to dość konfundujące doświadczenie. Przecież pucharu nie powiesi obok innych medali. A może się mylę? Mało tego! Zwykły uczestnik dostawał jeszcze gifty typu podgrzewacz do rąk. Oczywiście dla tych na podium był to rarytas niedostępny – nie zasłużyli! Cóż, do tej pory myślałem, że stanięcie na podium jest wyróżnieniem i przywilejem. W przypadku tej imprezy nie jest to już tak oczywiste.

Kolejną niedogodnością, która dotknęła wszystkich, a która dotyczyła konkretnie tej edycji, to brak koszy na śmieci i toalety na miejscu startu i mety. Nie rozumiem dlaczego założono, że szkoła oddalona o kilkaset metrów jest wystarczającą lokalizacją na kosz i toaletę. W poprzedniej edycji problem ten nie występował – tu: niestety mi to doskwierało. Przez to pewnie wielu biegaczy korzystało z zasobów przyrody, co przy tej pogodzie nie jest najszczęśliwszym pomysłem.

I to tyle, jeśli chodzi o narzekanie. Poza tymi uwagami, impreza ciekawa. A może nie tyle impreza, co trasa. Bo gość przebrany za mikołaja to jeszcze nie impreza 😉 Dla dzieci działo się troszkę przy szkole, ale z tych atrakcji mogły skorzystać tylko dzieci, które ukończyły bieg, bo swojej kolejności trzeba było pilnować (harmonogram sobie, życie sobie). Znowu narzekam? No tak – trudno jednak się oprzeć wrażeniu, że pomimo magicznej liczby XXXV, organizatorzy ciągle nie wiele mają doświadczenia, jak uatrakcyjnić taką imprezę.

Iga pobiegła na dystansie 400 metrów. W jej roczniku jest to dość nietypowy dystans – większość jest w granicach 800-1000 metrów. Na tych standardowych dystansach jeszcze jej nie starcza wytrzymałości, choć pierwsze 400 metrów zawsze jest dobre a nawet czasami mocne. Stąd z tym biegiem łączyła wiele nadziei i od blisko dwóch tygodni powtarzała, że stanie na podium! Determinacja, pragnienia, marzenia i mantry zadziałały! Iga zawalczyła o trzecie miejsce, choć przez chwilę była nawet pierwsza. Miała jednak silną konkurencję i walka była dość trudna. Szczęście nie miało końca – nawet następnego dnia.

20171209_104449.jpg

Iga otrzymała puchar, stanęła na pudle – tym razem sama, bo  ci z pierwszych miejsc się gdzieś zapodziali (kolejny dowód na bałagan organizacyjny). Nie zostaliśmy jednak zbyt długo, bo trzeba było przygotować się do biegu głównego: czyli zawieść Igę do domu i przetransportować się z powrotem na linię startu.

Pierwsze 5 kilometry szło całkiem nieźle – dopóki Hubert nie stwierdził, że coś go pobolewa lewe biodro. Cwał boczny nie wiele dawał, więc w końcu przeszedł do marszobiegu. Był to także moment, w którym ja się oderwałem i poszedłem do przodu. Pierwszy raz spotkaliśmy się na zwrotce, na szóstym kilometrze, a potem już na mecie. Biodro mocno go spowalniało, więc ostatecznie przybiegł blisko 10 minut po mnie.

Od biegu mamy już ponad tydzień i przepisane ćwiczenia rozciągająco-rozbijające szybko dały efekt. Na razie problem jako tako nie występuje. Zobaczymy co najbliższa przyszłość przyniesie.

 


One thought on “XXXV Bieg Przełajowy w Legionowie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s