Wieliszewski Crossing Jesień – FINAŁ

20171105_144158.jpgI oto zakończyła się tegoroczna edycja Wieliszewskiego Crossingu. Jesienna edycja była czwartą i ostatnią edycją w tym roku. Ja startowałem po raz czwarty, więc zawalczyłem o czwarty medal, który wraz z pozostałymi stawał się całością. Warto było! (na zdjęciu jeszcze nie do końca powyklejane elementy).

Planowaliśmy wystartować w czwórkę: Hubi, Kamil, Rafał i ja. Rafał z przyczyn niezależnych od niego, nie mógł wystartować, wiec na starcie stanęliśmy w trójkę. Hubi po kontuzji nogi (skręcenie kostki), Kamil osłabiony i dawno nie biegający oraz ja, który w tym sezonie zrobił już wszystko co zaplanował. Klasyczny bieg bez planu.

Organizatorzy zamówili całkiem przyzwoitą pogodę: bez deszczu od dwóch dni, słoneczko i blisko 12 stopni ciepła. Wiaterek wprawdzie był zdradliwy i chętnie penetrował wszelkie niezasłonięte części ciała, stąd ubrani byliśmy raczej asekuracyjnie.

23215823_1554216021328365_8710763966080342653_o.jpg

Trasa była chyba najtrudniejsza technicznie (z całego cyklu): wiele zakrętów, wąskich ścieżek, zdradliwych wzniesień, korzeni pod liśćmi, sporo uczestników, błota i piasku. Najwięcej czasu i sił traciło się na wyprzedzanie, które towarzyszyło mi podczas całego biegu. Do prawie czwartego kilometra trzymaliśmy się razem, drużynowo. Potem jednak wąska ścieżka rozstrzeliła nas, a gdy w końcu dobiegł do mnie Hubi, okazało się, że Kamil jeszcze mocniej utknął – na tyle skutecznie, że dołączył już do naszego dwuosobowego tandemu.

Rodzinny tandem natomiast napędzał się na zasadzie koła zamachowego. Gdy Hubi mnie wyprzedzał i podciągał tempo, ja dorównywałem i po chwili go wyprzedzałem. Wtedy on mnie doganiał i znowu on podciągał. W ten sposób udało się utrzymać dość wysokie tempo jak taki stopień trudności trasy: średnia 5:20 min/km na całej trasie. A biorąc pod uwagę niedawną kontuzję syna (skręceni kostki) to ciągną tempo bardzo przyzwoicie!

Gdy już wszyscy wylądowaliśmy na mecie, udaliśmy się do stołówki, na zupę smakującą jak grochówka plus ciastko drożdżowe. Potem odebranie imiennej podstawki do moich medali z tegorocznej edycji Crossingu, odpoczynek w promieniach słońca i powrót do domu. Bardzo udane zamknięcie sezonu!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s