Nie kradnij…

księgi łańcuchowe.png

„Produkcja” książek zanim Gutenberg wynalazł druk była dość skomplikowana, czasochłonna a czasami wręcz niebezpieczna. Kopiści, którzy byli odpowiedzialni za przepisywanie ksiąg, niemal całe swoje życie poświęcali swojemu fachowi, spędzając całe dnie na produkcji nowych książek. Słowo „produkcja” ma tu oczywiście swoje dwojakie znaczenie:

  • przepisywanie/kopiowanie książki, aby powstał nowy egzemplarz,
  • przepisywanie i dopisywanie nowych tekstów, często według swojego uznania, dzięki czemu nie rzadko powstawały zupełnie nowe dzieła.

Był to czas, gdy nie było Ctr-Z, Cofnij, gumki czy żyletki (w znaczeniu poprawiania błędów). Toteż produkcja jednej książki często sięgała nawet kilku lat. Nie trudno więc sobie wyobrazić, że książki były chronione wszelkimi możliwymi środkami. Nie wspominam tu już o wartości takich ksiąg – było na nie stać tylko duchownych i zamożnych (wtedy: przy władzy lub blisko). Na Niestatystyczni.pl pojawił się właśnie artykuł traktujący o nietypowych, jak na dzisiejsze czasy, metodach tejże ochrony. Chodzi o klątwy rzucane na tych, którzy kradną książki lub pożyczonych nie zwracają.

Intrygujący, choć krótki artykuł, pozwala spojrzeć na problem „obrotu” książek z nieco innej perspektywy. Czyż nie byłoby piękne, gdyby dziś ludzie wierzyli w takie klątwy? Znam kilka osób prowadzących lub pracujących w księgarniach, która wyraźnie sygnalizują istotny problem złodziei książkowych. Mogłoby się wydawać, że po co kraść coś, co ma tak nie wielką wartość w przeliczeniu na złotówki, zwłaszcza w tym czarnorynkowym światku?  A jednak złodziejaszków nie brakuje i książki ustawicznie znikają z półek nie pozostawiając śladu w kasie. Innym problemem,  z którym także osobiście się zmagam, to nieoddawanie pożyczonych książek. Staram się zapisywać, komu pożyczam, ale w tej materii brakuje mi trochę systematyczności i nie wszystkie książki do mnie wracają, co zawsze pozostaje w moim sercu zadrą. Może głównie dlatego, że nie pamiętam komu to pożyczyłem…

Rzucanie klątw raczej dziś nie wzruszyłoby większości z nas. Raczej nie wierzymy w ich dosłowność. Jestem jednak przekonany, że złorzeczenie wprowadza zawirowania dobrej aury, zmienia nastawienie ludzi a tym samym ich stosunek do drugiego człowieka. Może więc złorzeczenie i klątwy nie mają tak silnego wydźwięku jak średniowieczu, gdy wierzono, że klątwa wypowiedziana przez mnicha w zaciszu jego celi dotrze do winowajcy, jak rakieta namierzana podczerwienią, gdy świadomość życia jako przeklętym przerażało nawet opryszków, to i tak chciałbym aby książki dla nas miały dużo większą wartość – tak abyśmy czuli się zobowiązani do oddawania pożyczonych powieści właścicielom.


7 thoughts on “Nie kradnij…

  1. Ja, po kilku przykrych doświadczeniach, książek nie pożyczam. Nie rozumiem, czemu mam finansować czytelnictwo ludziom, którym książek „kupić się nie opłaca, no ale skoro już ty kupiłeś, to i ja przeczytam”. Z resztą wśród moich znajomych praktycznie nie ma osób, które nie mogą sobie pozwolić na zakup kilku pozycji miesięcznie, więc tym bardziej nie widzę problemu. A nawet jeśli, to są biblioteki publiczne.
    Żeby nie było, ja książek od ludzi też nie pożyczam – jeśli zauważę u kogoś, co ciekawego, to… idę i kupuję, a nie występuję w roli sępa.
    Generalnie, nie pożyczanie (książek, rzeczy czy pieniędzy) ma zbawienny wpływ na relacje towarzyskie. Asertywność górą 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s