Między Prawami: Przedpiekle

3-bez-nazwy-6.pngGdy podczas rozmowy z autorką padła propozycja otrzymania przedpremierowej kopii książki, pomyślałem najpierw „o nie!”. Byłem świeżo po przeczytaniu pierwszej części Między Prawami i chciałem dać sobie chwilę czasu, na przygotowanie recenzji i ocenę tej darmowej, pierwszej części. Sekundę później pomyślałem jednak, że może jednak warto iść za ciosem – przecież wiele serii tak czytałem i było to jednak całkiem dobre rozwiązanie. Wiedziałem, że w ten sposób już nie wrócę do oceny pierwszej części i będę mógł się do niej odnieść tylko przy okazji tej drugiej. Kolejną chwilę później zdałem sobie sprawę, że oto stanąłem przed okazją, jaka być może już mi się nigdy nie powtórzy: mogłem przeczytać przedpremierowo książkę, która ma się ukazać dopiero za kilka-kilkanaście tygodni! To mnie już połechtało i nakręciło do tego stopnia, że po raz n-ty odłożyłem książkę, do której chyba nie mam za wiele szczęścia (odkładałem ją już chyba z sześć razy, po przebrnięciu ok. 5-10%). Natychmiast przystąpiłem doczytania Przedpiekła!

Dziś zakończyłem czytanie. Pierwsze wrażenie jest bardzo mocne a satysfakcja z czytania bardzo wyraźna. Nie odczułem tego podczas czytania pierwszej książki. Nie to, aby pierwsza część Między Prawami mnie zmęczyła lub była niewarta – co to, to nie. Wydawała mi się po prostu przeciętnie dobra. Jednak gdy połączyłem ją z Przedpiekle, nabrała wyrazistości, kolorów, smaku i temperamentu. Ta druga część, której premiera ma odbyć się już czwartego września, jest faktycznie pełna akcji, zwrotów, bardziej spójna i nie tak prostolinijna. Osobiście może nie miałem wielkich problemów z namierzeniem winnych, nie mniej jednak zostało to tak zgrabnie ubrane w akcje, że nie przeszkadzało mi to zupełnie, a nawet podobało.

Przedpiekle pani Very określiłbym tym właściwym debiutem literackim. Wiem, wiem – do tej pory ukazała się Polowanie na Wilka i dwie inne książki – już spoza gatunku kryminalno-sensacyjnego, ale według mnie to właśnie Przedpiekle będzie tym właściwym otwarciem pani Very. Wyrazistość, rzeczywiste problemy – bez ubarwiania, do którego czasami kobiety się skłaniają, ludzie z krwi i kości, (jeszcze) lekkie poczucie humoru i zdecydowanie mało liniowa fabuła, która dopełnia radości czytania. Po przeczytaniu obu części Między Prawami mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że aby poznać początek historii Procy (komisarza) należy „pokonać” obie części. W innym przypadku ocena będzie niepełna, jeśli nawet nie zafałszowana…

Nie chciałbym pisać o fabule, bohaterach i ich perypetiach. Jestem zdania, że takich szczegółów nie wolno zdradzać. Zresztą jakie znaczenie mają niuanse z fabuły, dla kogoś, kto tego nie czytał? Spodziewam się, że niewielkie. Pozostaje więc jedynie zachęcić Was do sięgnięcia najpierw po pierwszą część Między Prawami (dostępne na stronie domowej) a następnie po drugą – najlepiej w trakcie trwania przedsprzedaży, dzięki której kupimy książkę 20% taniej. Biorąc pod uwagę, że jest już pomysł na część trzecią tej serii, należy spodziewać się już tylko lepszych książek tej autorki a ona sama stanie się lepiej rozpoznawalna. Ja już nie mogę się doczekać kolejnej części!


3 thoughts on “Między Prawami: Przedpiekle

  1. Po Twoich blogowych zachętach skusiłem się na przeczytanie pierwszej części, „Polowanie na wilka”. Zachwytu nad tą powieścią nie podzielam. No, ale do rzeczy…

    Po pierwsze, książka rozpaczliwie woła o redaktora i korektę. Selfpublishing to fajna sprawa, jednak tekst ktoś powinien sprawdzić. Jest cała masa literówek; błędnych anglojęzycznych wtrętów (stuff i staff, van i wan). A zdania wielokrotnie złożone są nieraz tak długie, że zwyczajnie tracą sens, bo autorka nie była w stanie dopisać ich logicznie do końca.
    Jest takie powiedzenie odnoszące się do fotografii – to nie aparat robi zdjęcia, tylko fotograf. Niestety to nie edytor tekstu pisze książkę, tylko autor. Nie wystarczy kupić MacBooka, tak ochoczo prezentowanego na słitfociach na Insta, by automatycznie stworzyć wybitne dzieło literackie. Pages ma kiepską korektę pisowni i stąd kwiatki w postaci licznych błędów w tekście. Jak się rezygnuje z korekty, to trzeba było chociaż zainwestować w MS Word. Na Maca też jest…

    Po drugie, styl – mocno pretensjonalny i sztuczny. Niekwestionowaną królową egzaltacji i kiczu w polskiej literaturze jest Witkowski. Eikon prawie go zdetronizowała.
    Dialogi drewniane i do bólu sztuczne, rodem z Klanu czy innych Złotopolskich. Opisy, zwłaszcza zjawisk pogodowych, niesamowicie pretensjonalne, i przez to nijak nie pasujące do reszty tekstu. Jako, że to kryminał, autorka starała się wpleść nieco policyjnego slangu. Niestety z żałosnym skutkiem, bo autentyczności w tym za grosz. Momentami można odnieść wrażenie, że tekst pisała jakaś stara ciotka, która mdleje na samą myśl o słowach w stylu kurwa czy cipa, i po każdorazowym użyciu takowych, biegnie do łazienki umyć zbrukane ręce i klawiaturę.

    Po trzecie, fabuła. Mocno wtórna. Problemy bohaterów są tak ograne i tyle razy były poruszane w innych powieściach przez innych autorów, że już chyba na nikim nie robią wrażenia. Postaci w książce są kompletnie płaskie i bezpłciowe. Łączy je jedno – moralność i altruizm. Przez to sztuczne są i plastikowe bardziej niż lalka Barbie.

    Po czwarte, książka zawiera koszmarne błędy. Autorka używa słów, których znaczenia nie rozumie (bluźni vs. bluzga). Słów z pomylonym rodzajem (kawę umieścił w podstawku), lub przypadkiem – kłania się brak redakcji. Prawdziwą wisienką na torcie są błędy logiczne, które świadczą o totalnej ignorancji autorki, wobec tematyki kryminalnej. Prawdziwym hitem jest fragment, w którym złoczyńca przybywa na miejsce zbrodni z 3 litrową butelką krochmalu do usuwania śladów krwi. Tego typu idiotyzmów z książce jest znacznie więcej.

    W związku z powyższym drugą część sobie bez żalu daruję. Na tak kiepskie książki szkoda pieniędzy i czasu. I nijak tego nie zmienią pozytywne recenzje na blogach czytelniczych – potwierdza się stara prawda, że większość blogerów bezmyślnie chwali wszystko, co dostanie do oceny, byle było „w gratisie”. I nie ma znaczenia czy jest to paczka przypraw, magiczne kapsułki do prania czy książka Very Eikon. Szkoda, bo tym sposobem tracą wszelką wiarygodność.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s