Włoskie buty

176205-352x500Mankella znam nieco z innej strony – do tej pory połknąłem całą serię o komisarzu Wallanderze. Ta książka to najwyraźniej próba wyrwania się z tego schematu. Włoskie Buty to opowieść prawie o niczym – nie ma większej tajemnicy, nie ma kryminału, nie ma jako takiej zbrodni, nie ma sensancji… To co tu jest? Obyczajówka – taka nieco leniwa opowieść obyczajowa.

Spotkanie z emerytowanym przedwcześnie, na własne życzenie, lekarzem, którego życie zabiło już do spokojnej przystani, gdzieś na małej, niemal bezludnej wyspie. Wydaje się, że jego życie już się dopełniło i nie wiele przed nim. Na początku wręcz można byłoby się pokusić o pytanie „to co tu jeszcze zostało? Po cóż żyć?”.

Bohatera książki, Fredericka Welina, nie da się lubić. Są chwile, gdy wręcz źle mu życzę i budzi we mnie odrazę. Jego zachowania, brak wyczucia, bezczelność i chorobliwa duma sprawiają, że miałem ochotę gościowi przyłożyć porządnie, aby się wreszcie obudził i postawił do pionu. Zastanawiam się, czy nie jest to  jakiś trend w literaturze, gdzie autorzy prezentują uprawdziwnione postaci – tak do bólu. Tej części literatury jednak za mało przeczytałem, aby takie opinie stawiać. Jestem jednak przekonany, że taka wizualizacja postaci jest  zamierzona i celowa.

Całkiem nie dawno temu przeczytałem dwa pamiętniki innego staruszka, mającego ponad 84 lata (Małe Eksperymenty ze Szczęściem oraz Dopóki życie trwa. Nowy sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 85), przedstawiające dwa lata z jego życia w domu spokojnej starości. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że książka Mankella brzmi podobnie. Także opowiedziana nieco w postaci pamiętnika, tyle, że do bólu szczera i bezlitośnie subiektywna. Do końca nie wiemy kto jest odbiorcą tych wszystkich jego opowieści i zwierzeń, bo „tam” nasz lekarz-bohater,  pisze nieco bardziej prozaiczne pamiętniki i jest w nich bardzo oszczędny. Adresacja ta zasadniczo nie przeszkadza w czytaniu – jest formą przyjętej narracji, dzięki czemu wiemy dokładnie (prawie!) co się dzieje w głowie bohatera-narratora.

Powieść, mam wrażenie, jest próbą pokazania prawdziwego życia – nie wymalowanego, wyimaginowanego, czy pięknego. Prawdziwe do bólu: życie, perypetie, myśli, zdarzenia i błędy – ciągle nowe i beznadziejne. Bez wyraźnego początku i wykończenia, tak charakterystycznego dla większości książek. Trochę tak, jakbyśmy się przenieśli w czyjeś życie na bliżej nieokreślony czas.

Czy taka konstrukcja książki jest fajna? Nie porwało mnie, choć chcąc być uczciwym, muszę przyznać, że nie jest to typ książek, które lubię. Doczytałem jednak do końca i bez wahania sięgnąłem po drugą część życia Fredericka (Szwedzkie Kalosze) – a to już coś! Bez wątpienia jest to ten typ książek, których nie przeczytam po raz drugi.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s