I jak tu nie biegać

251472-352x500Moja przeszłość biegacka, pewnie jak w przypadku wielu biegaczy długodystansowych, była dość burzliwa: kontuzje, niedyspozycje, brak motywacji, walka z rodziną, wybujałe ambicje, frustracja z powodu wyników itd. itd. Od blisko dwóch lat jednak biegam nieprzerwanie (z małymi przerwami, będącymi wypadkami nie związanymi z samym bieganiem: stłuczone kolano, skręcona lekko noga itp.) a sukces ten zawdzięczam całej rzeszy czynników, które uformowały bezpieczną bazę do uprawiania mojego ulubionego sportu. Nie dziwi więc fakt, że od tego czasu sięgam także chętnie po książki związane z tematem biegania. Wśród nich znalazły się takie pozycje jak porady Jacka Danielsa, bieganie metodą Gallowaya czy historia firmy Nike (oparta na biegającej pasji założycieli). Teraz sięgnąłem po książkę Beaty Sadowskiej. Moje odczucia są dość ambiwalentne.

Książka nie jest adresowana jawnie do kobiet. Czytając ją jednak nie umiem uciec od przeświadczenia, że to one właśnie są odbiorcami. Pisane takim językiem wraz z wyrażeniami typu „my dziewczyny” czy „dla nas dziewczyn”, że nie sposób inaczej tego odebrać. Żeby nie temat, można byłoby pomyśleć, że czytamy lekką literaturę kobiecą. Czy jeśli piję do tego, to czy to oznacza, że to jest nie ok? Nie w tym rzecz, aby to oceniać. Mi osobiście lekko przeszkadza taki żeński gawędziarski styl i musiałem czasami mocno się skupiać, aby się nie rozpraszać z tego powodu.

Drugą cechą tej książki jest założenie braku konkretów, podczas gdy autor mimo wszystko ich jednak dostarcza. Zawiłe nieco, co?  Autorka z jednej strony deklaruje, że biega dla satysfakcji, dla radości biegania, obcowania z przyrodą, ludźmi i jako sposób na poznawanie i zwiedzanie świata, będąc tym samym blisko swojego partnera, który także mocno biega – z drugiej jednak strony próbuje podejść do tematu dość szczegółowo i nieco technicznie. Wprawdzie pani Beata zapewnia, że na sprzęcie właściwie się nie zna (choć biega, z tego co wywnioskowałem ze zdjęć, na Garminie), to wspomaga się opinią trenera (Trener wiedział i powiedział), który przybliża nam wiele tajników biegania i wszystkiego co z tym jest związane. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie bardzo precyzyjne pytania pani Beaty, które przedstawiają jednak nieco inaczej – najpierw kreuje się na beztroskiego amatora, niemal ignoranta, po czym pytania zadaje jak stary zawodowiec biegowy. Ten dualizm mnie osobiście nieco drażnił, choć rozumiem czemu ten zabieg miał służyć.

Na początku wspomniałem, że moja przeszłość biegacza nie jest już taka młoda a doświadczenia zebrane w tych latach pokazały jak korzystać z radości biegania, jak unikać kontuzji, jakiego sprzętu używać, jak umilić sobie długie wybiegania, jak planować starty, treningi, jak cieszyć się każdą niepogodą… i może dlatego książka nie była dla mnie żadnym odkryciem. Czułem się jedynie, jakbym rozmawiał z kimś, kto jest świrem biegania, podobnie jak ja, który zmagał się z wieloma problemami, które każdego biegacza wcześniej czy później dogonią i zmuszą do konfrontacji. Ta książka potwierdziła wiele moich przekonań, doświadczeń i przypuszczeń. Nie pozwoliła mi „odkryć Ameryki” ani ukrytych tajemnic biegackich. Książka pani Beaty była więc dla mnie rozrywką, przerywnikiem i odpoczynkiem. Jak dla  mnie to bardzo lekka książka, napisana z ciekawym pomysłem strukturalnym, poprawna. Stąd moja ocena doszła jedynie (lub aż?) do 6/10.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s