Wieliszewski Crossing – Wiosna

17879949_1348283368588299_1464043276717438776_o

Po raz drugi bawię się w tej lokalnej imprezie. Zdobywa coraz mocniej moje serducho. Skąd się to bierze? Solidarność terytorialna? Zdecydowanie nie. Mieszkam w tej gminie dopiero cztery lata i nie czuję, jakbym się tu urodził lub zostawił cząstkę siebie. Myślę, że imprezy te zachowały magię imprez biegackich sprzed wielu, wielu lat, kiedy jeszcze bieganie nie było tak modne, a wręcz wyszydzane. Event przeprowadzony jest bez wymuszenia, naturalnie, wręcz w rodzinnej atmosferze. Nie zdarzyło się, abym wychwycił jakieś zdarzenia, które zniesmaczyłoby mnie lub poirytowały.

Tym razem start w zawodach był o tyle sympatyczniejszy, że wystartował w nich mój syn. Na co dzień nie biega, ale ćwiczymy systematycznie crossfit. Dzięki temu nawet 11 kilometrów przełajowego, dość trudnego biegu, nie było dla niego barierą. Oczywiście, że duma mnie rozpiera – głównie z powodu tego, że syn tak ukochał aktywności sportowe. Ostatnio nawet dopytywał się, czy będę go w stanie przygotować na półmaraton! Dusza się wprost raduje 🙂

Pogoda właściwie dopisała: nie padało, było dość chłodno, co przy bieganiu bardzo pomaga. Pozwoliło też swobodnie poruszać się po terenie imprezy, korzystać z atrakcji przygotowanych dla biegaczy, ich rodzin i kibiców (w tym jak zwykle ognisko z pieczeniem kiełbasek!). Z przyjemnością więc pogaworzyliśmy, rozgrzaliśmy się i spokojnym tempem ruszyliśmy na trasę.

17855623_1348283868588249_7911307328856368574_o

Jedynym zgrzytem imprezy był wypadek rowerowy, gdzie rowerzysta (najprawdopodobniej) musiał nagle hamować przed dzieckiem, które mu wybiegło niemal na finiszu (niecałe 200 m przed metą), a tym samym zaliczył asfalt z takim impetem, że podejrzewano (tak zrozumiałem) pęknięcie kości piszczelowej przy stawie skokowym i kilka poważnych obtłuczeń, które wymagały obserwacji ambulatoryjnej i szpitalnej. Ostatecznie okazało się, że skończyło się tylko na obtłuczeniach. Upadek jednak nie da się zbagatelizować – był bardzo poważny. Kask rowerzysty był roztrzaskany po stronie potylicy – łatwo sobie wyobrazić scenariusz bez kasku, a jednocześnie łatwo sobie zwizualizować siłę uderzenia upadku. Jeszcze przed naszym biegackim startem okazało się, że ofiarą kraksy był niedaleko ode mnie mieszkający sąsiad, z którym znamy się z okazji posiadania psów, które się po prostu lubią 🙂 Wszystko szczęśliwie się skończyło: dziecko tylko przestraszone, sąsiad tylko poobijany i już pierwsze treningi na rowerze ma za sobą.

Bieg poprowadziłem na tyle spokojnie, aby syn nie zasapał się za mocno. Był to w końcu dopiero jego drugi bieg na dystansie 10 km, więc pilnowałem, aby dobiegł w jednym kawałku. Okazało się, że niepotrzebnie się tak trząsłem o niego – świetnie sobie poradził i pobiegł daleko poniżej swoich możliwości. A trzeba tu koniecznie dodać, że trasa nie należała do łatwych: sporo odcinków w piasku, kilka podbiegów – większość w piasku i sporo trasy na otwartej przestrzeni, gdzie tego dnia wiało dość „przyzwoicie”. Całą trasę pokonaliśmy w ciągłym biegu (jedynie przerwa na wiązanie sznurówki, co widać wyraźnie na wykresie 🙂 ) i w przyzwoitym tempem (6:37).

Ashampoo_Snap_2017.04.24_08h38m20s_001_.png

Dziewiąty kilometr postanowiłem trochę podkręcić, jako że chłopak ciągle wykazywał spore zasoby sił. Lata biegania pozwoliły mi to zrobić w taki sposób, że przyśpieszenie o 30 sekund na kilometrze nie zostało nawet zauważone przez Huberta. Gdy mu to powiedziałem, rozochocił się jeszcze bardziej, więc do końca trasy systematycznie podciągałem tempo, aby ostatni kilometr zejść już do tempa niemal 5:00(!). Sam finisz oczywiście jak zwykle zwariowany, jak na skrzydłach. Miało się wrażenie, że Hubi wręcz frunie, a nie biegnie – jak zwykle uciekł mi przed metą – szybki jest cholernik 😉

17761155_1348301915253111_738818412237650397_o

Na imprezę przyjechaliśmy rowerami. Było to na tyle niedaleko, że uznałem, że nie będziemy się pchali tam samochodem. Taka dodatkowa rozgrzewka, atrakcja a po biegu wyciszenie. Tego dnia wiało dość mocno, więc powrót wymyśliłem przez las, gdzie piachu na drodze jakby z roku na rok przybywa. Zamiast wyciszenia mieliśmy więc kolejny, całkiem trudny trening 🙂 Zadowolenie z biegu jednak nie dało się tak łatwo zetrzeć z naszych twarzy. Oczywiście jesteśmy już zapisani na kolejną edycję tej imprezy. Tym razem dystans 14 kilometrów. Raczej nie obędzie się bez kilku treningów przygotowujących…

17854738_1836232473292161_5505250411162115809_o


5 thoughts on “Wieliszewski Crossing – Wiosna

  1. Brawo za kolejny bieg, też lubię małe biegi, pełne atmosfery 🙂
    Chylę czoła kolejny raz, że zaangażowałeś syna w bieganie i spędzacie czas całą rodziną tak aktywnie. Mam nadzieję, że za kilkanaście lat i moja rodzina tak będzie wyglądać!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s