12. Półmaraton Warszawski

20170330_130747Nie spodziewałem się problemów, nie spodziewałem się nawet mocno zmęczyć. Spodziewałem się, że dobiegnę i tak się stało. To tyle jeśli chodzi o sprawy techniczne 🙂 Cała reszta to czysta przyjemność.

Założenie było bardzo proste: doprowadzić kolegę do mety. Nie to, żeby miał nie dać rady – więcej ma wybieganych kilometrów w swoich nogach niż ja kiedykolwiek wybiegam. Maratonów zaliczył tyle, że mogę tylko pozazdrościć. Jednak rok temu naderwał rozcięgno i leczenie ciągle trwa. Uznał, że musi spróbować, że ma szansę, i że chce. Postanowiłem mu towarzyszyć, jako że zdecydowanie lepiej się biega razem.

Pogoda nie była może wymarzona, ale przynajmniej nie padało. Dość chłodno, ze sporym wiatrem, co dla biegnących szybciej z pewnością było lepszą opcją. Najgorzej jak zwykle było doczekać do startu. Potem w tłumie – jakoś cieplej 🙂

Półmaraton Warszawski jest już mega imprezą – ponad 12 tysięcy biegaczy. Oznacza to podział na wiele stref startowych, ciągnących się przez wiele setek metrów. Każda ze stref startowała oddzielnie, z niedużą przerwą pomiędzy kolejnymi. Dało to wynik ponad 30 minut pomiędzy pierwszymi startującymi a tymi z ostatniej strefy. Okazało się, że to dość zbawienny element startu, bo ze swoją strefą przeszedłem już ponad pół kilometra, gdy Boguś dopiero mnie odnalazł. A poszedł tylko zanieść kurtkę do samochodu. Tam niestety policjant już czekał i nakazał zmianę miejsce parkowania – na kilka minut przed startem! To się nazywa moc emocji i mocne wejście na linie startu 🙂

Sam bieg mijał mi dość szybko. Już na czwartym kilometrze nie mogłem się nadziwić, ile trasy mamy już sobą. Boguś wprawdzie nie do końca był zadowolony, ale to pewnie dlatego, że wolałby, aby zostało cztery 🙂 Przyznał później, że nie był wystarczająco dobrze przygotowany. Bieg kosztował go wiele wysiłku i do tego ciało buntowało się przeciwko takiemu traktowaniu: rozcięgno, kolano a nawet dwugłowy. Z tego powodu utrzymywaliśmy dość słabe tempo, które stanowiło dla mnie dość luźną, choć długą rozgrzewkę. Miałem więc czas, aby pozaczepiać innych biegaczy, zagadywać Bogusia a przede wszystkim podziwiać ulice Warszawy, które na co dzień, siedząc za kółkiem, nie mam możliwości oglądać. Napawałem się przede wszystkim pierwszymi oznakami wiosny, nowymi budynkami, zmianami. Troszkę tak, jakbym poznawał dopiero Warszawę.

Wielką energią zawsze napełniają mnie kibice. Zeszły rok był rokiem zdobywania Korony Półmaratonów – tam mogłem zobaczyć, jak wygląda kibicowanie w innych regionach Polski. W Warszawie z roku na rok jest coraz lepiej, choć ciągle wiele nam brakuje do naszych kibiców z zachodniej Polski. Na przykład bardzo ucieszyła mnie inicjatywa sklepu Groszek, który rozstawił swój własny stolik z wodą dla biegaczy. W Grodzisku Wielkopolskim takich stolików były dziesiątki. Ale nie krytykuję – broń Boże! Chcę zaznaczyć, że jest coraz lepiej. Cieszą takie inicjatywy i cieszy zaangażowanie kibiców. Ich krzyki, gwizdy, grzmiące trąby, gwizdki, oklaski i inne dźwięki. Mnie to zawsze uskrzydla i dodaje wiele dodatkowej energii. Ten bieg nie miałby sensu bez kibiców.

W kibicowaniu zauważyłem jednak pewne niepokojące, wręcz smutne zjawisko. Otóż wychwyciłem kilka osób, które kibicowały samotnie. Pewnie istnieje wiele powodów, dla których dana osoba samodzielnie wspiera biegaczy. Niektórzy kibicujący jednak nosili w oczach pewien smutek. Czyżby smutek osamotnienia? Trudno to roztrząsać i teoretyzować. Myślę sobie jednak, że mogą to być „ofiary” życia online’owego, gdzie znajomych nie brakuje (wręcz można mówić o nadmiarze) a w realnym świecie jakby nie istnieli. Tym mocniej cieszyłem się, że przyszli, że kibicowali i chcieli być z nami, biegającymi. Były to osoby, które chętnie zaczepiałem, dziękowałem im, podkręcałem do uśmiechu i w ich kierunku klaskałem w podziękowaniu za ich wsparcie.

Ostatnie cztery kilometry były bardzo trudne dla Bogusia. Narzekał już na tak wiele punktów bólowych, że nie wiedziałem nawet, że tyle może istnieć. Żartuję oczywiście 🙂 Faktem jest jednak, że trzeba było ostrożniej dociągnąć do mety. W końcu nie chodziło o to, aby znowu sobie zrobić ku-ku. Kolega mocno namawiał mnie na podkręcenie tempa i samotne dobiegnięcie do mety w swoim tempie. Jednak na 17-tym kilometrze to nie bardzo się to trzyma już logiki. Wyniku nie zrobię i będę musiał tam dolecieć samotnie. A do tego zbolałego kolegę zostawić samopas. Wykluczone! Plan był prosty: doprowadzić do mety. Uparłem się więc przy asystowaniu i nawijałem jak katarynka. Pewnie Boguś miał mnie już dosyć, ale w pewnym sensie to też mógł być element motywujący, aby szybciej dobiec do mety 🙂

Około 300 metrów przed metą, przed ostatnim zakrętem, minęliśmy gościa, którym zajęła się ekipa ratownicza. Gdy my przebiegaliśmy obok niego, to już był przytomny i uśmiechał się. Druzgocąca świadomość, że mi się takie coś przytrafia, sprawiła, że poczułem się bardzo nieswojo a ustach poczułem metaliczny posmak. Gość fiknął niemal tuż przed metą i mimo to nie mógł kontynuować biegu! Taki obraz mocno uświadamia jak trudnym są takie dystanse, jak bardzo trzeba „słuchać” co „mówi” do nas nasz organizm, jak warto czasami odpuścić, aby móc dobiec do mety. To był moment konsternacji. Ja zaś przestałem naciskać na Bogusia – dobiegliśmy już bardzo spokojnym tempem do linii mety.

Na mecie uścisnęliśmy sobie dłonie i ruszyliśmy do aut, jako że każdy z nas śpieszył się na swoją imprezę. W moim przypadku były to urodziny córki. Impreza miała odbyć się na kręgielni. Tak też się stało. Nie mogąc usiedzieć, kolejne dwie godziny grałem w, mówiąc po nowopolsku, bowling. Mimo to energii nie zbrakło 🙂

 


6 thoughts on “12. Półmaraton Warszawski

  1. Wykazałeś się dużym honorem i słownością, świetna sprawa, bo jak wiesz takiej lojalności zawsze się u biegaczy nie spotyka 🙂 Dla mnie pogoda była świetna, biegłam na krótko, choć bardzo się tego bałam 🙂 Mnie też się zdarzyło kogoś prowadzić, jak jeszcze biegałam dużo, dużo wolniej 🙂 Piękna pomoc i oczywiście gratuluję przebiegnięcia kolejnej połówki:)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s