Jak czytam książki

20170321_152744 (2).jpg

Czytanie książek w dzisiejszym zwariowanym świecie nie jest proste. Czas wykręcany do suchej nitki, miliony spraw i zajęć, które skutecznie odbierają nam oddech nie tylko w dni powszednie, ale i w weekendy. Przeorganizowanie czasu jest więc jedną z opcji, o której już nieco pisałem w dziale Zarządzanie Czasem. To jednak nie zawsze wystarcza. Ja organizację czasu połączyłem jeszcze ze zróżnicowanymi metodami na czytanie książek. Wiem – brzmi to jak makowiec pod gumowcem. Śpieszę już z wyjaśnieniami.

Czytanie tradycyjnych książek uskuteczniam tylko w domu. Oczywiście są od tego wyjątki, takie jak wyjazd do rodziny, wyjazd na wakacje, wyjazd integracyjny itp. Generalnie nie lubię dźwigać książki – to pierwszy problemy. Ten ważniejszy jednak jest taki, że czytanie książki papierowej uwielbiam celebrować: muszę mieć dużo czasu i możliwość wyizolowania się. Zdawać by się mogło, że w takiej sytuacji nie mam za wiele czasu na czytanie książek papierowych. To prawda tylko w części. Moja książka leży z reguły na stoliczku nocnym, przy łóżku. Dzięki temu, zanim zasnę, mam okazję przerzucić jeszcze kilka stron – pod warunkiem, że nie padnę ze zmęczenia w drodze do łóżka.

Inną moją ulubioną metodą czytania książek są audiobooki. Mieszkam dość daleko od biura (ok. 30-40 minut), więc daje mi to tę przewagę, że czas spędzony w samochodzie mogę wykorzystać na słuchanie książki. W dniach, gdzie wypadną mi jeszcze wizyty u klientów, sumaryczny czas słuchania audiobooka może sięgać nawet powyżej trzech godzin(!). Ale to tylko początek możliwości słuchania audiobooków.

free-audiobooks-online-e1338328300722Audiobooki doskonale sprawdzają mi się podczas treningów biegackich. Tygodniowo biegam nawet powyżej pięciu godzin, więc mam tu znowu wielkie pole do popisu. Gdy zsumuję to co do tej pory wymieniłem, to tygodniowo mogę wysłuchać ponad 11 godzin książki! Wiele książek jest nie dłuższych niż 10 godzin, co daje nam około jednego audiobooka tygodniowo – a to już sporo, prawda?

W miejscu, gdzie mieszkam spotkanie wieczorem dzika jest tak prawdopodobne jak kolejny protest w Śródmieściu Warszawy. W związku z tym to mi przypada w udziale wyprowadzanie wieczorne psa. Jest to już z reguły grubo po godzinie 21:00, więc spacery te odbywam tylko w tandemie pies i ja. Dla mnie nie jest to problemem, bo to kolejna okazja do wysłuchania co dalej dzieje się z moim bohaterem!

Takich okazji oczywiście można znaleźć jeszcze kilka i przyznać się muszę, że skrzętnie je wykorzystuję. Bo niby dlaczego nie? Zwłaszcza, gdy książka jest tak ciekawa, że każde zatrzymanie słuchania sprawia mi niemal fizyczny ból.

Ze słuchaniem audiobooków jest jednak związana jeszcze jedna technika, która mi osobiście ostatnio bardzo przypadła do gustu: słuchanie na lekko przyśpieszonym tempie. Tu każdy musi zweryfikować sobie, czy mu to odpowiada. Ja słucham z prędkością x1,25 (Audioteka) lub x1,3 (w przypadku innych aplikacji). No chyba, że słuchamy audiobooka w wykonaniu pana Gosztyły, to wtedy tę prędkość można podciągnąć nawet do x1,5 bez straty na jakości odtwarzania. Dodam tu, że obecnie słucham 2001: Odyseja Kosmiczna na przyśpieszeniu x1,25 i pomimo nagrania w formie superprodukcji, nic nie traci na pięknie i jakości. Co to daje? No to chyba dość oczywiste: jeszcze szybsze czytanie! 🙂

W domu i poza domem chętnie, ze względu na wygodę, sięgam po elektroniczne książki. Do tego celu używam kilku aplikacji. Moją główną jest Kindle – tak w postaci urządzenia jak i aplikacji na Androida. Po co ten dwoizm? Przecież mając czytnik Kindle chyba nie potrzebuję już aplikacji na telefon? Teoretycznie nie potrzebuję. Ja jednak założyłem, że nie chcę na co dzień poruszać się z Kindle. Jest to dość drogie urządzenie i nie chciałbym, aby przez przypadek wypadł mi w najmniej odpowiednim momencie i miejscu, albo uległ przypadkowemu obtłuczeniu. Kindle zostawiam więc w domu i zabieram tylko na wyjazdy – podobnie jak to ma miejsce w przypadku książek tradycyjnych. I właśnie tu doskonale sprawdza się aplikacja Kindle. Książki, które wysyłam poprzez email na urządzenie Kindle, będę miał dostępne także w aplikacji Kindle na Androida. Co więcej! Gdy przerywam czytanie na czytniku, to do chmury wysyłana jest informacja, gdzie skończyłem czytać. Sięgając potem po aplikację na telefonie, przeskakuje ona do miejsca, gdzie zakończyłem czytanie – choć na innym urządzeniu. Genialne i proste, a przy tym niezwykle wygodne.

Ciągłość czytania
bez konieczności pamiętania!

Podobna zasada obowiązuje także czytanie przy pomocy przeglądarki internetowej na komputerze. Jest tu jednak jedno (wg mnie) wielkie ograniczenie: w przeglądarce komputera mamy dostęp tylko do książek kupionych w Amazon. Takich książek też już trochę posiadam, ale czytanie na komputerze zupełnie mi nie idzie. Jeszcze, jeśli ma to być coś w rodzaju instrukcji lub książki branżowej, to ok. Inne odpadają!

A jak już jesteśmy przy aplikacji Kindle (ja korzystam z Kindle for Samsung), to warto tu wspomnieć o jeszcze jednym istotnym składniku tego oprogramowania w połączeniu z ofertą Amazon. Mowa o narracji, którą możemy wykupić do książki w odpowiednio niskiej cenie (z reguły ok. 2,5USD). Dzięki temu możemy słuchać książki patrząc jednocześnie, który fragment jest aktualnie czytany. Dla uczących się języków obcych jest to fantastyczna opcja, zwłaszcza, że technicznie jest zrealizowana zupełnie bez zarzutu. Osobiście korzystam z tego, aby trenować jednocześnie słuchanie, mówienie i czytanie.

Jak to działa w praktyce, możecie podejrzeć na poniższym filmiku:

Z pewnością pewnie już niektórzy zdążyli zadać pytanie: a jak z polskimi wydawcami? Mają podobne rozwiązanie? O tym będzie oddzielny artykuł. Wspomnę jednak, że część z firm już pracuje nad takim pomysłem (Woblink, Virtualo, Helion), a jedna z naszych rodzimych firm już serwuje takie tandemy (Legimi.com). Wróćmy jednak do technik czytania.

Teraz chciałbym przedstawić dwie dość ekstremalne metody połykania książek, które niestety bardziej mi się kojarzą z chałturą aniżeli z pięknem czytania. Obie techniki były opisywane na Czytajpl.pl, przy opisywaniu aplikacji przyśpieszających czytanie. Chodzi o aplikacje wykorzystującą metodę RSVP (Rapid Serial Visual Presentation). Ich działanie jest dość banalne, bo polega jedynie na wyświetlaniu poszczególnych wyrazów zdania z określoną prędkością. Na czym to polega? Oto przykład:

Metoda jest całkiem sprytna, bo narzucamy sobie określone tempo i próbujemy dotrzymać mu kroku. Dzięki temu każdą książkę przeczytamy szybciej niż w sposób tradycyjny. Wyglądało to na tyle kusząco, że postanowiłem to sam sprawdzić. Wynik: mizerny. I wcale nie chodzi tu o mnie, że wolno czytam, czy takie tam. Program „przerzuca” tylko tekst. Co to oznacza dla nas? Oczywiście żadnych obrazków, zdjęć czy wykresów, które w książkach widujemy – nie zobaczymy tego w programie. Ciężko jest także o cytaty i wtrącenia – nie zmienia się ich czcionka i nie są jakoś szczególnie zaznaczone – tekst po prostu płynie. Podobnie jest z dialogami – dość ciężko się połapać, zwłaszcza, gdy rozmowa jest dość energetyczna.

Ci, którzy chwalili ten program i tę metodę, wspominają jednocześnie, że poziom rozumienia całości tekstu zmniejsza się wraz z prędkością, aby przy parametrach 500 słów na minutę spaść już nawet poniżej 70% rozumienia treści książki. To bardzo mało! Każdy, kto choć raz zetknął się z tradycyjnymi technikami szybkiego czytania wie, że nawet przy prędkości 800 wyrazów na minutę, poziom rozumienia można utrzymać wysoko powyżej 80% rozumienia. Ale właściwie to nie w liczbach uśpiony jest demon. Tu chodzi o utratę radości czytania. Nie widzimy dialogów (w sensie konstrukcji), akapitów, cytatów, obrazów, wykresów, tabel. Można by wręcz zapytać: to co w zasadzie widzimy? W zasadzie bez ustanku płynący tekst. My musimy go sobie poskładać i domyślać się, jak on jest skonstruowany w książce.

Reasumując technikę RSVP: dla mnie to wielkie nieporozumienie. Myślę nawet, że pierwotne założenie tych programów było zupełnie inne: trening szybkiego czytania. Czytanie książek w ten sposób wygląda  jak profanacja sztuki. Osobiście kategorycznie odradzam!

Drugim programem, które nieco lepiej się prezentuje, o którym warto wspomnieć jest @Voice. Program pozwala wczytać ebooka i poprzez systemową narrację odczytuje kolejne zdania książki. Jak to działa? Najlepiej widać to tym filmiku:

To już zaczęło mi przypominać produkt Kindle, gdyby nie to, że nie mamy tu prawdziwego lektora, tylko bezduszną i bezpłciową maszynę, która odczytuje kolejne linie książki. Porównać możemy to do sytuacji, gdy próbujemy oglądać film z lektorem w postaci systemu Iwona – beznamiętne miętolenie tekstów. I podobnie w tym programie. Zaletą jednak jest to, że widzimy całą stronę książki a system zaznacza, który fragment właśnie czyta.

Spróbowałem tego, ale nie dałem rady. Po wysłuchaniu dziesiątków audiobooków nie umiem powierzyć lektorstwa maszynie. Dla mnie musi być prawdziwy lektor – z krwi i kości, który czuje i przeżywa, który przelewa emocje książki na czytelnika, który intonuje, „przestankuje”, dramatyzuje i śmieszy. Ten program nie ma szans tego osiągnąć. Zupełnie do mnie nie przemówił. Znam jednak wiele osób, dla których treść jest dużo ważniejsza i nie przejmują się słabą jakością nagrania czy beznadziejnym, monotonnym lektorem. Od pewnego czasu zakładam jednak, że jeśli słuchać książki, to w pełnym tego słowa znaczeniu i z pełną możliwą przyjemnością.

Na szczęście jest remedium na problemy aplikacji @Voice. Tu bez problemu mogę polecić serwis Legimi.com, który serwuje właśnie taką możliwość. O jej jakości, metodologii i o tym jak się to sprawdza opowiem w oddzielnym poście, bo warto temu poświęcić więcej niż kilka słów. Przypomnę tylko, że aktualnie trzy darmowe książki możemy zdobyć korzystając z  mobilnej aplikacji Allegro. Większa część tych książek nabywamy z narracją/audiobookiem.

Na koniec zatrzymam się na chwilę, aby wskazać na pewną nową, ciekawą technikę czytania, która wydaje się być znakiem naszych zaganianych czasów. Aplikacje takie jak Kindle z narracją, @Voice i Legimi.com mają pewną kombinację czytelniczą, pozwalającą utrzymać płynność czytania jednej książki, niezależnie od miejsca, czasu i sytuacji. Ponieważ książka może być czytana jak ebook lub jako audiobook a obie te techniki zostały połączone w kontinuum, to możemy połączyć obie metody czytania w jedno, w zależności od sytuacji. Gdy możemy poczytać, to „przerzucamy kartki” książki (ta metoda zapewnia z pewnością szybsze tempo). Gdy zaś nie mamy możliwości patrzenia na ekran, możemy płynnie przejść do słuchania audiobooka w tym miejscu, w którym przerwaliśmy czytanie. Takie sposób na zintensyfikowane czytanie przy wykorzystaniu technik, które już znamy. Ciekawe? Jasne! Jestem przekonany, że za rok, za dwa będzie to jedna z ważniejszych funkcji programów do czytania książek. Sprawdzić tą metodę na szczęście możemy już dzisiaj. Ale o tym napiszę innym razem.


14 thoughts on “Jak czytam książki

  1. Jak dla mnie, takie przyspieszone czytanie nieco mija się z celem. Myślę, że w książce, równie ważne jest to, co autor chciał nam przekazać, jak i to, w jaki sposób to zrobił. Przy szybkim czytaniu dociera do nas sens tekstu, ale kompletnie nie zwracamy uwagi na styl. Lubię czytać we własnym tempie, czasami zatrzymać się przy jakimś ciekawym opisie, czasami przyspieszyć, gdy akcja się robi nieco nudna. Myślę, że dobrze napisana książka, po części sama steruje tempem, w jakim czytelnik ją czyta. Wszelkie sztuczne przyspieszacze odejmują przyjemności lekturze. Nie jestem fanem książek audio – oczywiście, że słucham, ale tylko w aucie – bo nie są czytane moim tempem. Wiele razy książkę w wersji audio uznałem za kiepską, a po przeczytaniu zaczęła mi się podobać. Może kiepsko wypadnę w licytacji „kto więcej przeczytał”, ale za to wiem, że moje czytanie dostarczyło mi maksimum przyjemności. A to jest najważniejsze.

    Polubione przez 4 ludzi

    1. Czytam z dwóch powodów: albo (1) lubię albo (2) muszę. W przypadku (1) wolę oczyma, chociaż za kółkiem się nie da, i wtedy idę na kompromis i trochę słucham, a trochę czytam. Natomiast (2) czyli lektura branżowa, dokumentacja techniczna i tak dalej – wyłącznie oczyma, żeby nie marnować czasu.

      Polubione przez 1 osoba

    2. Cieszę się, że pojawiają się takie opinie. Zwłaszcza dlatego, że czasami mam zapędy, aby ludzi niemal przymuszać do pewnych moich przyzwyczajeń. A tu taki klops! Osobiście nie potrafię już obyć się bez audiobooków – głównie z powodu poczucia, że tracę czas na dojazdy lub bieganie (choć tu z pewnością jest więcej zalet niż tylko słuchanie audiobooków 🙂 ) – podobnie jak xpil.
      Wiem, że czasami może to wyglądać jakbym brał udział w zawodach „kto więcej przeczyta” to jednak już jakiś czas temu odkryłem, że jest tak wiele wspaniałych książek, że nie ma co się ociągać 😉 Z pewnością życia mi nie starczy, ale chciałbym jego część spędzić właśnie w tym innym świecie, który także pozwala mi nie tylko się edukować (mowa o książkach zawodowych) ale i poznawać siebie i świat mnie otaczający.
      Bezwzględnie jednak staram się, aby w przypadku książek nie zawodowych przyjemność czytania była na pierwszym miejscu.

      Polubienie

  2. Ja niedawno odkryłem WhisperSync, na jutro mam nawet zaplanowany wpis na ten temat (pod tym adresem: https://xpil.eu/dkl). Fajna sprawa, ale tak jak do wszystkiego, i tu trzeba podchodzić pragmatycznie. Wyciskanie maksymalnej ilości WPM przy jednoczesnym braku przyjemności z lektury to zdecydowanie nie moja działka 😉 O dziwo, niektóre książki lepiej mi wchodzą uszami niż oczyma, chociaż oczywiście dużo wolniej. Czasem lektor potrafi zdziałać cuda.

    Z innej beczki, mam kilku znajomych z dużymi wadami wzroku („wzroków”?) i oni potrafią używać technologii audio w dużo bardziej zaawansowanym stopniu, niż zwykli śmiertelnicy. Ustawiają swoje czytniki na takie tempo, że ja słyszę tylko ćwierkanie a’la R2D2, a oni wszystko tam słyszą, każde słowo…

    Polubione przez 1 osoba

    1. O! Właśnie nie jestem pewien, ale chyba właśnie o tym pisałem 😉 Poczekam jednak na publikację, bo sam jestem ciekawy Twoich uwag.
      Co do osób niedowidzących i niewidomych to mnie nieco zaintrygowałeś. Bo znam wiele osób, które audiobooki słuchają faktycznie na przyśpieszeniu, które mi odbierałoby przyjemność słuchania. Ale gdy dochodzą ograniczenia wzroku, szybkie słuchanie staje się koniecznością.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Jest taka opensource-owa aplikacja jak Milena. Przetwarza tekst na mowę. Zrobiona przez niedowidzących, dla niedowidzących. Próbowałem się kiedyś na Milenę przerzucić, ale nie ma szans. Za bardzo „roboci” głos ma. Niemniej jednak wielu ludziom pomaga.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s