GTA V

00_final_frame

Moi kochani! (tym razem zwracam się do pewnej miłej pary, która podjęła ten temat) Zainspirowaliście mnie do tego aby głośniej powiedzieć o dość ważnej sprawie, jaką jest bezpieczeństwo dzieci. Nie będę Was tu wymieniał z imion, bo właściwie nawet nie zapytałem o to (nie planowałem tego). Myślę jednak, że wybaczycie mi tę samowolkę 🙂

Temat urodził się, gdy zaczęliśmy rozmawiać o książce Dziecko w Sieci. Padło pytanie „A co myślisz o GTA V?”  (z pewnością brzmiało nieco inaczej, ale wyjątkowo nie nagrywałem rozmowy 🙂 ). Mama 11-letniego chłopca i 7-letniej dziewczynki bardzo zaniepokojona pewną sytuacją, która ostatnio, dzięki szczerości dziecka, wyszła na światło dzienne. Z goła nic nadzwyczajnego: chłopiec z kolegą, w jego domu, grali na komputerze w GTA V. To było tylko sygnałem do tego, aby poczytać w Internecie o tej grze i sprawdzić, czy jest się czym niepokoić. Zadanie zostało przydzielone tacie i ten zaczytał się w nieskończonych zasobach internetowych, aby wykonać powierzone mu przedsięwzięcie.

Efekt tych poszukiwań nie tylko zaskoczył rodziców, ale także więcej niż zaniepokoił. W moim odczuciu to był już punkt, w którym zaczęli bardzo konkretnie przeciwdziałać (choć nie radykalnie). Otóż okazuje się, że Internet kipi opiniami o GTA V, które raczej przerażają lub przynajmniej niepokoją rodziców. Można wręcz odnieść wrażenie, że jest to forma fali hejterskiej wymierzonej przeciwko tej grze. Osobiście nie znam ścieżki, jaką przeszedł tata dwójki  wyżej wymienionych dzieci. Nie będę więc potrafił przytoczyć konkretnych przykładów i cytatów. Obraz jaki został mi jednak przedstawiony dawał dość jasny sygnał, jak postrzegana jest ta grę.

Wśród wielu mocnych negatywnych argumentów były takie rzeczy jak:

  • niemoralne prowadzenie życia jako takiego  (w sumie gra gangsterska),
  • możliwość/konieczność zabijania, mordowania, okaleczania,
  • wątpliwe pomysły na zarabianie pieniędzy,
  • pikantne wątki erotyczne a wręcz wulgarne sceny seksualne,
  • prowadzenie gracza (dziecka) w stronę „ciemnej mocy”,
  • wyzwalanie niepożądanych, nadpobudliwych zachowań (przy nadużywaniu gry),
  • i wiele innych

Ja już miałem w rękach tę grę i przekazałem ją nawet swojemu czternastoletniemu synowi. Wiem, wiem – gra jest od lat 18-stu. Mimo to „odważyłem” się i dałem nieletniemu. I to był ten moment, w którym nasze odmienne podejście  do problemu zaowocowało dłuższą rozmową/dyskusją. Nie wdając się w jej szczegóły i przebieg, chciałbym podsumować tylko wnioski, jakie padły. Główną tezą było oczywiście to, że gra jest niezwykle niebezpieczna dla  młodych.

Pierwszym elementem, który należało rozstrzygnąć to definicja „młodych”. Jak wiemy mało kto przestrzega ograniczeń wiekowych umieszczanych na grach (filmach i innych mediach). I nie jest to właściwie przestępstwo. Oznaczenia wiekowe to mechanizm, który ma pomóc rodzicom w decyzji o udostępnieniu dziecku danej gry lub nie. W końcu nikt lepiej dziecka nie zna, jak jego rodzic: jak jest wrażliwy, ile „może znieść” itd. Może ocena ta nie jest tak idealna jakby się chciało, tak książkowo. Nie mniej jednak wielokrotnie to rodzic, będzie wiedział lepiej aniżeli wszelkie oznaczenia „przypinane” do mediów. Definicja „młodych” jest więc pojęciem (niestety) płynnym a co ważniejsze nie jedynym aspektem branym pod uwagę przy podejmowaniu wyżej wymienionych decyzji. Ale to właściwie była tylko dygresja. Zgodziliśmy się z całą stanowczością, że GTA V dla ośmiolatka i gruba przesada (przytoczony był przykład rodzica, który postanowił kupić swojej pociesze tę grę!).

Przytoczyłem więc przykład swojej 11-sto letniej córki, która pogrywa w GTA V – tak nieco z okazji starszego brata. Pierwsza reakcja była wyraźnie widoczna: szeroko otwarte oczy ze zdziwienia i przerażenia jednocześnie.

– Ale jak to?  Nie boisz się?  Czy ty wiesz co ona tam [w tej grze] robi?

Znając część, delikatnie mówiąc, niepochlebnych opinii o tej grze zupełnie nie zdziwiła mnie ta reakcja. Odpowiedziałem więc:

– Oczywiście wiem, co ona tam robi w tej grze. Sprawdzam co jakiś czas. Czasami podglądam. Czasami siedzę z nią. Dla niej GTA to przede wszystkim jeżdżenie samochodami (zadziwiające, ze woli brać auta zaparkowane!). Lubi połazić po mieście, aby je poznać, znaleźć coś ciekawego. Spędzała długie chwile przy „ubieraniu” postaci (chyba wpływ SIMSów). Lubi grać w golfa i jeździć samochodzikiem golfowym. Jeździ kładem…

– A nie zabija? – przerwano mi – nie tłucze innych? Nie kradnie?

– To za przykład podam wam teraz mojego syna. On jest większy i jako nastolatek pełen niezmierzonych pomysłów -również tych niefajnych. Dla niego najfajniejszym elementem gry są wyścigi samochodowe. Jest dumny, że może zarabiać za ich pomocą. Nie zabija bez sensu, bo gra nie punktuje zabijania bezcelowego (a przynajmniej te punkty nie są tego warte). Pole golfowe to jego odkrycie. Czasami zrobi jakieś misje, ale zanim do tego dojdzie ma frajdę z tego, że się nie udaje. Czy zauważyłem przypływ niepokojących zachowań, stresów, zwiększonej agresji? Zupełnie nie. Osobiście mam wrażenie, że raczej tej agresji z niego ubywa, ale z pewnością nie jest to zasługa gry.

– No to o co tu chodzi?

A no właśnie! O co tu tak naprawdę chodzi? Wystarczy na chwilę przyjrzeć się innym grom, aby dość szybko zauważyć w czym rzecz. Weźmy na warsztat na przykład LOL (League of  Legends). Gra oparta na ustawicznych walkach i wybijaniu się. Można łączyć się w grupy, przerzucać fantami, ale ostatecznie trzeba wyjść na pole bitwy i przeżyć. Aby przeżyć musisz zabijać. Albo gry z cyklu Call of Duty. Wyjątkowo znielubiane gry przeze mnie. Mają sztywną i wąską fabułę. W każdej scenie musisz dokonać określonych likwidacji (czyli zabójstw) i jeśli ich nie zrobisz – nie przejdziesz dalej. Czyli jesteś zmuszany, aby zabić określoną liczbę ludzi. Możesz oczywiście więcej, jak ci się podoba, ale niezbędne minimum (wcale nie takie małe) jest wpisane w fabułę. Dodajmy, że tych grach nie zawsze zabijamy strzałem – zdarzają się walki w ręcz (ukręcenie karku), z białą bronią (często kończą się poderżnięciem gardła) lub po prostu ładunkiem wybuchowym (i oglądamy czasami jeszcze resztki ludzi, gdy przechodzimy skontrolować teren). Bardzo podobnie jest z grami typu Batterfield. Nie wspomnę już o grach ryjących psychikę, jak chociażby nowy Doom, gdzie 20 minut gry pozostawia już wyraźne piętno na nastolatkach.

Ok. To jak  właściwie jest z GTA V? Przecież z grubsza patrząc, jest tu jeszcze gorzej. Ano nie zupełnie. GTA oddaje graczowi wolność. Wolną wolę. To gracz decyduje o tym co chce robić w grze. Nie jest zmuszany do niczego. Aby poruszać się po mieście, jeździć samochodami, grać w golfa (i inne gry, bo jest ich tu dość dużo) gracz nie musi spełnić w zasadzie żadnych warunków. Chce to robić – to robi. Nie chce – to może coś innego. Są tu oczywiście misje, ale ich także nie musi robić. Misje faktycznie czasami wymagają zabijania – ale to wybór gracza, czy godzi się na to. Gracz dostaje więc wolną wolę, wolną rękę i tylko od niego zależy co będzie robił w tej grze. Czy to czegoś Wam nie przypomina?

Gra jest więc nieco odzwierciedleniem duszy gracza. Jest zwierciadłem duszy i tego co jest uśpione w nas. Jeśli ktoś ma predyspozycje do agresji – ta gra wyciągnie z niego tę mroczną część jego ego. Jeśli ktoś nie ma – znajdzie sobie w tej grze zupełnie inne rzeczy do robienia. Jednak czy gra może demoralizować? Psuć? Wywoływać agresję? Gra sama w sobie – raczej nie. Raczej obudzi coś, co już ktoś nosi w sobie. Gra jest formą katalizatora – co w nas obudzi?

I tu zbliżyliśmy do miejsca, w którym musi paść kilka fundamentalnych porad dla rodziców. Część z nich wydaj się być oczywista, ale z moich obserwacji wynika, że to tylko teoria (wiemy, ale nie stosujemy):

  • niezwykle ważna jest opieka nad dzieckiem przede wszystkim podczas grania na komputerze. Rodzice często pozwalają dzieciom siedzieć przy komputerze i grać, aby mieć chwilę wytchnienia, spokoju lub aby zrobić coś, na co dzieci nie zawsze swoim zaangażowaniem czasowym pozwalają. Gdy dziecko gra/siedzi na komputerze, to jest to ZWŁASZCZA ten moment, gdy musimy mieć pieczę nad naszym dzieckiem. Obserwujmy, reagujmy, odpowiadajmy na pytania dzieci – one naprawdę nie wiele rozumieją z tego naszego dorosłego świata. Jeżeli decydujecie się na to, aby dziecko sadzać do komputera, zróbcie to tak, aby dziecko było blisko Was (teraz laptop lub tablet to standard).
  • kontrolujcie czas! każdy – nawet dorosły – jeśli siedzi za długo nad jedną grą, odrealnia się nieco. Dorośli z reguły są odporni na to zjawisko (ale zdecydowanie nie wszyscy!), ale dzieci są bezbronne. One nie czują upływającego czasu, nie czują wyraźniej granicy pomiędzy rzeczywistością a światem komputera (przecież wiele z nich ciągle wierzy w Św. Mikołaja, gwiazdkę i inne bajki i legendy!). Korzystajcie z zegarków, stoperów i innych odmierzaczy czasu – niech dziecko nie siedzi jednym ciągiem dłużej niż godzinę. Z pewnością jesteśmy w stanie dziecku znaleźć także inne, zdrowsze zajęcia. Ponadto można już na początku zawrzeć kontrakt, że po godzinie zajmie się czymś innym (tylko nie telewizor, proszę!): rysowanie, czytanie, malowanie, plastelinowanie, wycinanie, itd, itd.
  • W przypadku gier, których czynnik wiekowy bardzo odbiega od wieku naszej pociechy, bezwzględnie nie zostawiamy dziecka samego. Kontrolujemy, pomagamy, tłumaczymy (bardzo często i dużo: to jest tylko gra, w rzeczywistości tak nie wolno, bo…). Jeżeli pojawia się zbyt wiele wątpliwości, pytań, niekontrolowanych zachowań – koniecznie przerwijcie zabawę i poszukajcie bardziej dopasowanej gry. Wrażliwość dziecka jest bardzo wysoka i naprawdę można wyrządzić dziecku krzywdę, czasami nawet  porównywalną z  emocjonalnym znęcaniem się a nawet przemocą.
  • Gdy nasza pociecha jest jeszcze młoda warto rozważniej dobierać gry. Obecnie ciężko o gry, w których nie zabijamy. Jest to z pewnością pewien dramat. Ale jeśli już, to wybierajmy gry, w których nie zabijamy ludzi. Młodszym dzieciom ciężko będzie nam wytłumaczyć, że zabijanie ludzie w grze  jest dozwolone a w rzeczywistości nie. Nie to będzie zabijanie jakichś potworów, kosmitów (no już trudno – choć to też może być słaby pomysł). Jeśli już w grze jest taka możliwość (zabijania) niech nie będzie ona koniecznością a decyzja o zabiciu niech będzie obarczona wyraźnymi konsekwencjami. A jeśli to nie wystarczy, to niech to będzie gra, w której wyraźnie podejmujemy walkę ze złem (ściganie mafii, przestępców itp). W tym kontekście GTA V może być bardzo słabym wyborem dla tych młodszych (zwłaszcza, gdy lubimy zostawić naszą pociechę sam na sam z tym morzem możliwości.

 


One thought on “GTA V

  1. Akurat u mnie nie ma tego problemu. Jeżeli gra jest 18+ to nie pozwolę nawet, by grał w nią 16-latek. Jeśli dzieci lubią wyścigi, czy „przebieranie” to nie dam im GTA5, bo w sumie tam są i wyścigi, i przebieranki, i jeszcze brykę mogą sobie „stuningować”. To po prostu nie jest gra dla dzieci. Kategoria 18+ nie została przypisana do tej gry przypadkiem. Znam sporo dzieci, którym rodzice kupują gry nieadekwatne do ich wieku. Przecież on gra w domu, wiem co tam jest. A po kilku latach nagle rodzice się dziwią, czemu ich dorastające dziecko zachowuje się w taki sposób, a nie inny. Dziś większość dzieci, mimo że są niezwykle mądre, nie radzą sobie z prostymi emocjami. A takie gry na pewno im nie pomogą. Dlatego niezwykle się cieszę, że moje dzieci nawet nie wspominają, że chętnie by pograły w gry 18+, bo przecież ich koledzy, kuzyni grają. Od zawsze kupowaliśmy gry dostosowane do wieku i tego się dzieci nauczyły. Przytoczę jeszcze rozmowę z koleżanką. Jest po rozwodzie. Ojciec kupił synowi GTA5 jak syn miał 8 lat (tak jakoś), ” No co ja poradzę, ojciec mu kupił, to gra…”.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s