Dziecko w sieci. Wydanie II

dzies2

Liczyłem na wiele, otrzymałem tylko garstkę. Jestem zawiedziony i rozczarowany. A książka budzi dość ambiwalentne odczucia. Ponieważ funkcja tej pozycji jest bardzo ważna i ma służyć ochronie naszych dzieci, które są naszym największym skarbem, porostrząsam się troszkę nad tym poradnikiem.

Książka napisana została przez dwóch fachowców: psychologa i informatyka. Bardzo dobre i praktyczne połączenie. Niestety nie wiele wskazuje na to, że udało się wykorzystać tę okazję.

Jako ojciec dwojga, ciekawskich dzieci, które szybko i sprawnie zaczęły posługiwać się nowymi technologiami, musiałem szybko doszkolić się, jak je chronić, jak być czujnym, jakich mechanizmów używać, aż w końcu dokształcić się w tematach przestępstw internetowych, ze szczególnym uwzględnieniem tych kierowanych przeciwko dzieciom.

Dla mnie dobrym punktem wyjścia była strona sieciaki.pl a następnie strona fundacji Dajmy Dzieciom Siłę. Materiały tych stron są dostępne za darmo, więc jedynym wysiłkiem, jaki musimy poczynić, to spędzić trochę czasu przy komputerze, aby wchłaniać kolejne szkolenia. Wielka ich część jest przygotowana tak, aby także młodzież (a nawet dzieci w przypadku „sieciaki”) mogła z tego skorzystać. Osobiście jednak wątpię aby młodzież była na tyle zdeterminowana, aby wysiedzieć kilka lub nawet kilkanaście godzin przed komputerem, aby słuchać o bezpieczeństwie. Ważność i merytoryczność tych stron jest tak istotna, że w przyszłości zamierzam poświęcić temu oddzielny post, aby nie było, że wyżywam się na książkach a sam nic w zamian nie daję.

Wróćmy jednak na meritum – do książki.

Pani psycholog zrobiła całkiem dobrą robotę. Przedstawiła w skróconej formie zagrożenia płynące z Internetu oraz część konsekwencji, jakie mogą wyniknąć z takich niechcianych zdarzeń. Autorom mocno zależy na tym, aby nie demonizować Internetu. Rozumiem, że chodzi o to, aby nie popaść ze skrajności w skrajność. W książce jednak brzmi to wyjątkowo niespójnie. Najpierw zagrożenia a potem po kilka (a może nawet kilkanaście) razy powtarzają autorzy „Pamiętaj, że Internet nie jest wyłącznie siedliskiem zła.” Książka już w jednej trzeciej robi się taka jakaś niewygodna i schizofremiczna (zapewne za sprawą dwóch autorów).

Pan informatyk natomiast przeleciał temat bardzo po łebkach. Omówił takie niezbędne minimum, że po tym co opowiedziała pani psycholog, można poczuć się zagubionym i pozostawionym nadal samemu sobie. Bo czymże są porady typu: zainstaluj system antywirusowym, albo załóż oddzielne konto dziecku i nie nadawaj uprawnień administratora, albo skorzystaj z kontroli rodzicielskiej wbudowanej w system Windows, albo kilka słów o Norton Family? Ok, coś tam mamy, coś do przodu. Przeprowadziłem w swoim życiu już tyle szkoleń IT (tak dla początkujących jak i administratorów IT), że umiem już ocenić wartość merytoryczną dostarczonych materiałów, zwłaszcza gdy są adresowane do osób niewprawnych w komputerach. Ta książka, pod tym względem, jest bardzo słaba.

Dotknięto wielu tematów i nie wiele omówiono. Jak będzie się więc czuł rodzic czytający tę książkę? „O cholera! Co ja teraz zrobię?!” – ta książka daje za mało rozwiązań. Uczula na problemy, ale nie daje wystarczająco dużo pomysłów, narzędzi i instrukcji. To tak jak dać komuś broń do ręki jako narzędzie obrony, wiedząc, że nigdy nie trzymał tego w ręku i nie wie jak się tym posługiwać – jest wielka szansa, że zrobi przede wszystkim sobie krzywdę. I tłumaczenie typu „nie mamy tu za wiele miejsca na szczegółowe opisywanie tematu…” Jak to?! Przecież książka jest właśnie po to, aby opisać tak wiele, jak to jest konieczne! Jeśli zostaliśmy ograniczeni przez kogoś lub coś, to warto zmienić sposób wydania i mieć możliwość prawdziwie „rozwinąć skrzydła”, aby rodzice mieli z tego prawdziwy poradnik.

Na koniec książki natomiast dostajemy linkownię, która doprowdza pewnie nie jednego rodzica o zawrót głowy. Zbyt wiele, nie opisane, brak propozycji kolejności (co dla początkujących komputerowo rodziców jest mega ważne) – jeden wielki śmietnik rzeczy wartościowych.

Skąd we mnie tyle niezadowolenia? Przeprowadziłem grubo ponad 100 szkoleń w temacie bezpiecznego korzystania z komputerów, Internetu i innych technologii związanych z siecią – wszystkie adresowane do osób dorosłych. W tym roku rozpocząłem szkolenia adresowane do gimnazjalistów, które to szkolenia mają nakreślić zakres zagrożeń czyhających na młodych we współczesnym świecie oraz przekazać im mechanizmy, jakimi mogą się sami bronić. Wszystko aby podnieść świadomość i dać możliwość obrony. Czy jestem specjalistą w tych tematach? Zdecydowanie nie! Jednak z  perspektywy moich doświadczeń mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Dzieci w Sieci to jedynie broszura, która powinna nas zachęcić dopiero do dalszego szukania, edukacji i rozwoju. Bezwzględnie nie powinniśmy oszczędzać na bezpieczeństwie naszych dzieci!

c.d.n.


4 thoughts on “Dziecko w sieci. Wydanie II

  1. Hm, a może dla innych ta pozycja by była zadowalająca? Skoro prowadzisz szkolenia z tego zakresu, śmiem twierdzić, że masz wiedzę większą niż zwykły zjadacz chleba.
    PS. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę to wcześniejsza Fundacja Dzieci Niczyje i robi mega dobrą robotę w PL!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s