Nie mam czasu na czytanie

old-book-1426980-639x425

Najczęściej słyszany przeze mnie tekst, gdy moi rozmówcy próbują siebie tłumaczyć, gdy czują się przytłoczeni tym, ile ja czytam. Najciekawsze jednak jest to, że chwilę potem zadają pytanie: „Ty, Robert, ale kiedy ty właściwie masz czas na czytanie? Przecież ty jesteś zarobiony jak…” Tak, to prawda. Należę raczej do osób mocno zajętych (nie zawsze zapracowanych) i czasami muszę mocno rewidować to czym się zajmuję, aby starczyło czasu na moje życie rodzinne/prywatne. Jednakże znajduję czas także na czytanie książek. Skąd mi się ten czas bierze?

Całkiem niedawno temu pisałem o tym jak zarządzać naszym czasem:

Dziś chciałbym te tematy ująć w praktyczne ramy – czyli jak znaleźć czas na czytanie i jak przeczytać dużo książek (dodajmy sarkastycznie, że w Polsce przeczytanie 5 książek należy do kategorii „czytam dużo”).

Inspiracją dodatkową okazał się artykuł na Niestatystyczny.pl, który wyszedł z tezy, że każdy może przeczytać 200 książek rocznie! W pierwszej chwili wydało mi się to wręcz niemożliwe. Ja przecież dochodzę do liczby 70-80 książek rocznie i nie jest to wynik, który uzyskuję łatwo. Więc jak to? Autor artykułu pokazał to w liczbach, a te zawsze do mnie przemawiają, zwłaszcza, gdy sam mogę to przeliczyć i potwierdzić lub odrzucić tezę. Tak też i zrobiłem.

W Szukanie straconego czasu wspominam o kilku trikach, które warto wdrożyć aby odzyskać trochę czasu, który przecieka nam między palcami. Wśród nich było kilka takich, które pozwalają skutecznie ograniczyć czas spędzany przed telewizorem i komputerem. Tak, to są największe zjadacze czasu. Sięgnąłem więc do źródeł statystycznych aby przekonać się jak to wygląda. Starałem się wyciągać badania, które dotyczą Polski – niestety nie wszystko się udało, ale zebrane dane i tak porażają!

Zacznijmy od badań dotyczących naszego czasu spędzanego w Internecie. Różne badania różnie mówią. Czas spędzony w Internecie waha się w granicach 3-5 godzin dziennie. Jakby na to nie patrzeć jest to wstrząsająca ilość (bezwzględnie pobija nawet czas oglądania telewizji). Trzeba jednak pamiętać, że respondenci byli pytani o różne zadania, jakie wykonują i różne przedziały czasowe – również te podczas pracy. W pracy, jak wiemy, łatwiej kraść czas poprzez przeglądanie Internetu aniżeli jawne czytanie książki (mogłoby się to źle skończyć). Ta liczba nie mogła więc stanowić dla mnie punktu odniesienia. Warto tu jednak powołać się jeszcze na jedno badanie, które nie wspomina o tych statystykach, ale wyniki są jeszcze bardziej wstrząsająco. Chodzi o WeAreSocial, który podał liczby za rok 2015. Otóż statystyczny polak dziennie spędza ok. 4,4 godziny na komputerze i ok. 1,3 godziny na urządzeniu mobilnym (smartphone).

Poszukałem więc statystyk dotyczących czasu spędzanego w mediach społecznościowych, które są najdziwniejszą kategorią, jeśli pomyślimy o nich w kategoriach produkcyjnych. W zasadzie nawet gdy spróbujemy je zaklasyfikować jako budowanie relacji – także będzie to mało adekwatna kategoria. Wynika to przede wszystkim stąd, jak działają te serwisy – w większości czasu oglądamy filmiki, memy i wpisy, które są mało spersonalizowane i nie dotyczą osób je publikujących. Ile więc tutaj nam czasu upływa? W roku 2016 raczej więcej niż w 2015 (takie są tendencje), ale posiadam szczegółowe dane tylko za rok 2015. Według WeAreSocial statystyczny Polak spędza ok. 77 minut dziennie w mediach społecznościowych. Przy telewizorze – ok. 150 minut. Ta druga wartość mocno odbiega od naszych polskich badań. Jakoś mocno mnie to nie dziwi, bo czytelnictwo w Polsce także „malujemy na zielono” i kreatywne statystyki zawyżamy, jakby od tego miała zależeć przyszłość ludzkości. Coś jednak musimy założyć, więc posłużę się wynikami WeAreSocial. Podsumujmy:

  • 77 minut dziennie: media społecznościowe (youtube, facebook, snpachat, instagram, twitter)
  • 148 minut dziennie: TV

Teraz czas na urzeczywistnienie tych liczb, to znaczy na określenie do jakich wartości możemy „zjechać” aby nadal pozostać w strefie komfortu (nie chcemy w końcu żyć jak ludzie pierwotni – w jaskiniach przyodziani w skóry, zupełnie odcięci od współczesnych technologii). Obserwując siebie, odkryłem, że przeglądanie mediów społecznościowych mogę znacznie ograniczyć. Wyszedłem z założenia, że większość „publikowanych” informacji nie ma charakteru prywatnego, tylko ogólnego, które nie wiele wnosi do mojego życia ani do budowania „wiedzy” o znajomych, których chcę poznawać. Myślę więc, że na początek 30 minut dziennie to i tak będzie bardzo dużo. Jestem przekonany, że docelowo 20 minut dziennie (uśrednione) w zupełności mi wystarczy. Załóżmy więc, że 57 minut dziennie zaoszczędzę na coś innego.

Podobnie z telewizją. W moim przypadku to będzie tylko puste liczenie, bo ja przed telewizorem siadam rzadziej niż raz w tygodniu i głównie dlatego, że moja połowa właśnie próbuje wypocząć przy TV (co uważam, że nie do końca rozsądny pomysł). Realnie ja więc nie wiele zyskam, ale może inni tak. Jak wartościowe programy, filmy itp są w telewizji to nawet nie chcę się wypowiadać. Z wielkim rozmachem jednak założę, że godzina dziennie telewizji to i tak luksus, którego jest ciężko wykorzystać. Czyli statystycznie możemy przyoszczędzić 90 minut dziennie. Oczywiście znam osoby, które mogłyby z powodzeniem więcej, ale trzymajmy się statystyk.

Mamy więc oszczędności:

  • 57 minut na mediach społecznościowych
  • 88 minut na telewizji.

W sumie: 145 minut dziennie(!) – ponad dwie godziny! Gdyby to przeznaczyć na czytanie… No tak – tylko to tak nie działa. Odzyskany czas musimy przeznaczyć na zadania i projekty, które ciągle nam gdzieś zalegają i odciągają się w czasie. Musimy więc podejść do tego zdroworozsądkowo. Czytanie książek to w pewnym sensie czas na relaks (nie musi tak być, bo nie wszystkie książki to beletrystyka!). W życiu codziennym potrzebujemy wytchnienia, więc załóżmy, że z tych 145 minut przeznaczymy 60 minut na czytanie (wiem, że to jest dość sporo, ale zakładam, że rozmawiamy o tych, którzy naprawdę szukają czasu na czytanie).

Teraz możemy przejść do liczenia, ile przy pomocy takiej oszczędności możemy przeczytać książek w ciągu roku (pomijając już tematy realizacji innych projektów mając do dyspozycji statystyczne, dodatkowe 85 minut):

60 minut * 365 dni = 365 godzin

Oczywiście nie sposób czytać każdego dnia, bo po drodze mamy jeszcze spotkania rodzinne (święta często pochłaniają całą naszą uwagę) lub inne wydarzenia, które dezorganizują nasz codzienny „rozkład jazdy”. Trzymajmy się jednak statystyk – trzeba coś przecież założyć 🙂

Z jaką prędkością czytamy książki? Obecnie modne jest czytanie z pomocą systemu RSVP (Rapid Serial Visual Presentation). Jest już kilka programów, które wspierają tę technikę. Opiera się ona na wyświetlaniu porcji wyrazów (w standardzie po jednym wyrazie) w określonym tempie. W ten sposób zmuszamy się do utrzymania tempa czytania. Jest to klasyczna technika wykorzystywana od bardzo dawna przy nauce szybkiego czytania. Pozwala nam adaptować oko do płynniejszego czytania i utrzymania tempa, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego współczynnika rozumienia. Kiedyś ta technika służyła tylko do treningu naszego oka – dziś wiele osób korzysta jako mechanizm czytania. Dziś programy do czytania tą techniką (np. Szybkie Czytanie lub Speed Reading Coach) posłużą mi do wyliczeń.

Na początek wezmę książkę, którą właśnie skończyłem (o której za kilka dni napiszę kilka słów): Zakonnice Odchodzą Po Cichu autorstwa Marty Ambramowicz. Książka w wersji papierowej ma 226 stron – należy więc do tych mniejszych. Ja nabyłem tę książkę w wersji elektronicznej, więc nie miałem problem z wgraniem jej do programu RSVP. Ustawiając czytanie na poziomie 200 znaków na minutę, co stanowi szybkość czytania przeciętnego Polaka, który bardzo mało czyta (czyli nie ma wprawy), system podpowiada, że książkę przeczytamy w niecałe 3 godziny.

Programy RSVP są dla mnie nowością, jeżeli mowa o czytaniu książek, toteż nie umiem się jeszcze przyzwyczaić do takiego czytania. Ja przy prędkości 350 znaków na minutę jeszcze nadążam – marny wynik (ale popracuję nad poprawą 🙂 ). Ustawiając więc prędkość na 300 znaków na minutę wyżej wspomnianą książkę przeczytam w niecałe dwie godziny! To jest godzinę szybciej! Przy prędkości 350 znaków na minute to już 1 godzina i 40 minut! To jest to!

Weźmy inną książkę na tapetę: Chwile, Których Nie Znamy. Opowieść o Marku Grechucie. Książka ma 300 stron. Przy prędkości 200 słów na minutę książkę skończymy w 4 godziny. Przy mojej aktualnej maksymalnej prędkości (350) – 2 godziny i 20 minut. Wygląda imponująco, pomimo niskiej szybkości czytania.

Do naszych wyliczeń weźmy więc wartość najniższą, czyli 200 znaków na minutę. Załóżmy też, że potencjalny czytelnik weźmie do ręki nieco cięższą cegiełkę i przy prędkości 200 znaków na minutę poświęci 5 godzina na czytanie jednej książki. W ciągu roku uzyskaliśmy 365 godzin na czytanie. Ile więc książek przeczytamy?

365 / 5 = 73 sztuki

To naprawdę dużo! Jeśli przypomnimy sobie, że jest to wartość już urealniona to wynik robi wielkie wrażenie. Osiągnięcie więc 52 książek rocznie (najpopularniejszy chalange czytelniczy) nie stanowi już takiej bariery, prawda?

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

ALE to jeszcze nie wszystko. Znowu oprę się o swoje doświadczenia, których nie do każdego uda się przypisać. Czytanie książek to nie tylko papier, to nie tylko czytnik Kindle – są jeszcze audiobooki.

Audiobooki to zupełnie inna kategoria czytania. Wiele osób, które próbuje, poddaje się dość szybko, twierdząc, że nie mogą się skupić na innych czynnościach. To prawda, że początki nie są łatwe. Na początku musimy nauczyć nasz mózg do słuchania powieści. Podstawowym jednak problem jest nie to co słuchamy, tylko kiedy. Wielu z tych, co się poddali, bardzo często próbują słuchać audiobooków tak jak radia (tudzież Spotify, Deezer lub inne muzykodajnie). A w praktyce nie jest to możliwe. Radio możemy słuchać nawet pracując – audiobooka już nie. Jak więc słuchać audiobooków?

Dźwiękowe książki są świetną okazją do czytania. Tylko jak to zrobić, aby mieć z tego frajdę? Przede wszystkim należy odpowiedzieć sobie na pytanie, kiedy mogę słuchać audiobooków. Przede wszystkim musi to być czas, kiedy możemy poświęcić swoją uwagę na to co się dzieje w książce. Jest tam przecież wiele postaci, akcji i opisów. Nasza głowa musi to wszystko kojarzyć, łączyć i wyciągać wnioski. Każdy z Was musi sam znaleźć taki dogodny czas. Ja ze swojej strony mogę pokazać kiedy ja korzystam z możliwości słuchania książek dźwiękowych:

  • spacery samotne lub z psem (z reguły jest więcej niż 15 minut więc już warto!)
  • bieganie/jogging (jest to czas, kiedy z reguły i tak jesteśmy sami ze sobą, więc dlaczego nie przeznaczyć tego czasu na coś ciekawego!)
  • jazda rowerem (ostrzegam jednak przez zbyt głośnym słuchaniem – musimy przecież być czujni, co się dzieje wokół nas, aby nie stanowić zagrożenia dla innych uczestników ruchu drogowego lub pieszych)
  • jazda samochodem (nie jest to łatwe – tego trzeba się nauczyć; zdecydowanie nie dla każdego!)
  • jazda autobusem (łatwiejsze niż czytanie papierowej książki, bo można słuchać nie mając także miejsca siedzącego!)
  • długie podróże (choć tu pewnie zawsze będzie dylemat czy nie lepiej wyjąć książkę papierową 🙂 )
  • zakupy (także nie dla wszystkich – znam takich, co potrafią, mi to przychodzi z trudem)
  • kolejki (każda kolejka złożona z kilku osób to kilka minut słuchania audiobooka, zamiast narzekań innych) – mowa także o kolejkach w takich miejscach jak przychodnie, apteki, urzędy, poczta itd.
  • kolega wspominał mi, że on lubi kilkanaście minut przed snem wysłuchać jeszcze troszkę audiobooka. Ja osobiście nie umiem w łóżku, ale o gustach się nie dyskutuje.

Przykłady można mnożyć. Jestem przekonany, że każdy z Was znajdzie dużo takiego czasu, który da się spożytkować na słuchanie książek. W tym roku (do 9.02.2017) udało mi się wysłuchać cztery duże audiobooki (po kilkanaście godzin każdy). W zeszłym roku wysłuchałem ich 43 sztuki! Jest to więc szeroka czaso-przestrzeń do wykorzystania na czytanie i słuchanie książek.

Czy masz jeszcze jakieś wymówki? 🙂

 


12 thoughts on “Nie mam czasu na czytanie

  1. Temat nieco odgrzewany, no dobrze mocno. Jak się czasu nie ma, to się go poszuka (i znajdzie) jeśli się chce. Pożałowania godna wymówka, a jeśli się w nią uwierzy to tym bardziej, godni pożałowania jesteśmy my. Jeśli zaproponować delikwentowi, albo delikwentce, np spełnienie największego marzenia, jej lub jego -oczywiście, to czy także powie, eee nie mam na to czasu? Z drugiej (nie książkowej) strony nie ma obowiązku czytania, a też czytanie, czytaniu nie równe, można np poświęcać czas na czytaniu nie tylko chłamu, ale książek po prostu złych. Czy również wtedy czas ten będzie dobrze spożytkowany? Z trzeciej (nie książkowej strony) wierzę w to, że są ludzie, którzy bardzo by chcieli, ale nie mają ani czasu na czytanie, ani innych warunków, choć bardzo by chcieli. Pozdrawiam.
    O czytaniu, pisałam również ja, podsyłam sznurek: https://5000lib.wordpress.com/?s=o+czytaniu&submit=Szukaj

    Polubione przez 1 osoba

  2. Super! Jest teraz taki trend, żeby mówić, że się nie ma czasu na czytanie. A Ty udowadniasz, że jak się chce to się może i ja się z tym w pełni zgadzam. I fajnie by było gdyby trochę ten poziom czytelnictwa w Polsce wzrósł, bo wstyd na cały świat;)

    Wstrzymałabym się jednak z bezwzględnym krytykowaniem spędzania czasu przed TV. Jeśli ktoś zna granice i nie wrzuca w siebie wszystkich telewizyjnych śmieci, tylko wybiera, co lepsze, to czemu mielibyśmy uznać, że taka forma relaksu jest gorsza niż np przeglądanie kolorowej gazety albo słuchanie muzyki? I mówię to będąc przeciwniczką TV 😀 Ale wiesz, co kto lubi;)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Być może niezbyt szczegółowe są te moje wyliczenia, więc podsumuję: nie demonizuję ani mediów społecznych ani telewizji. Wyliczam jedynie, że ok. 150 minut dziennie im poświęcamy a z tych 150 minut jedynie 60 minut chcę „wyrwać” czytelnikowi na czytanie książek – bez rezygnowania z rzeczy, które z pewnością sprawiają mu przyjemność (bo raczej jest z tego powodu ogląda TV lub media społecznościowe).
      Odnosząc się także w tej odpowiedzi do 5000lib: to nadal jest tylko pomysł dla tych, którzy chcą faktycznie czytać – w żadnym wypadku nie zmuszam do czytania. Uważam, że czytanie ma być formą przyjemności – nie produkowania pustych statystyk 🙂

      Polubione przez 3 ludzi

  3. Jak biegam lubię nieraz posłuchać coś fajnego, ale najczęściej to nie brak czasu ale brak możliwości koncentracji Nie lubię odrywać się od ulubionej książki – dlatego czytanie „z doskoku” nie wchodzi u mnie w rachubę

    Polubienie

  4. Ja w tamtym roku przeczytałam 31 książek i tak naprawdę moje wieczory nie polegają na tym, że siedzę z nosem w książce. Ja czytam przy okazji, np. w kolejkach do lekarza, w tramwaju, w pociągu. Rozbraja mnie, że należę do rzadkości, bo reszta woli patrzeć w telefon z fb i kręcić nosem, bo się nudzi. Uważam jak Ty – czas trzeba zorganizować i jak się chce, to można to zrobić.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Bardzo trafny post. Właśnie zmagam się z brakiem czasu, a raczej z brakiem jego organizacji. Chcę trochę więcej wyciągnąć z doby. Aktualnie, żeby się zmotywować rzucam sobie wyzwania, które opisane, mają mnie motywować do realizacji. Dopiero zaczynam i zobaczymy co z tego wyjdzie.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s