Kastrowanie Walentynki

Życie jest pełne niespodzianek i wielu nieprzewidzianych zdarzeń. Współczesny świat natomiast usypia nasze zwierzęce instynkty samozachowawcze i obronne. Stąd już tylko krok do tragedii, do skrócenia linii rodu i utracenia tego wszystkiego co nas na co dzień bawi i cieszy. Dziś los się do mnie uśmiechnął i pozwolił mi zlepić fakty zanim chwycił mnie za gardło… albo co gorsze – za coś zupełnie innego!

Po ostatnich tygodniach ciężkiej pracy, dzisiejszy dzień postanowiłem przeznaczyć na lekkie odespanie. W planach wprawdzie był jeszcze trening, ale taki do 7 kilometrów, więc nie długi. Wstałem więc wyjątkowo późno, bo o 7:00 i właściwie niemal od razu ruszyłem do komputera, bo pierwszy klient był umówiony właśnie tuż po 7:00. Na moim biurku znalazłem kuszące i pyszne Rafaello. Wow! Tyle unikania słodyczy, cukru i innych pustych kalorii a tu taki prezent! No tak! Dziś Walentynki! Ucieszyłem się jak dziecko. To takie miłe – można się poczuć kimś ważnym, docenionym i, gdy teraz myślę o tym, to jest to zadziwiające, poczułem także spokój i bezpieczeństwo.

W doskonałym nastroju siadłem więc do klawiatury i w 30 minut rozwiązałem problem. Każdy sukces daje satysfakcję i poczucie pewności siebie. Dzisiejszy dzień nie był dobry na takie pozytywne uniesienia – one usypiają czujność..

Nim zdążyłem odłożyć słuchawkę, już słyszałem z kuchni „Kochanie! Śniadanie!” Słyszałem wręcz uśmiech – przyjemne, budujące i takie miłe. W skowronkach rzuciłem się na śniadanie:

20170214_091358

Wspaniałe, co? O tak! Wsunąłem aż mi się uszy trzęsły! I do tego ze smakiem!

Potem jeszcze dwa telefony i czas było w końcu się ubrać – takie przyziemne zajęcie, niemal odmóżdżające, gdzie następuje reset i zaczynamy myśleć o rzeczach, które normalnie nie zaprzątają nam głowy. I wtedy BOOM! Olśnienie! Włos zjeżył mi się nawet na plecach (wydawało mi się, ze tam nie mam włosów, ale mogłem się mylić), tętno skoczyło z nagła i poczułem mega ciśnienie w oczach (chyba wytrzeszcz oczu?). Poczułem pierwszą strużkę zimnego potu spływającego tuż za uchem. Zrozumienie i olśnienie bywa przerażające. W jednej chwili pożałowałem tego przebłysku inteligencji, który pozbawił mnie jednocześnie radości, spokoju i pewności siebie. W ułamku sekundy podjąłem decyzję: wiem co muszę zrobić. Wiedziałem też, że czas nie jest już moim sprzymierzeńcem. Muszę działać błyskawicznie…

Dzień wcześniej moja połowa postanowiła pomóc naszemu psu, labradorowi. Aby wyregulować gospodarkę hormonalną, zabrała go do kliniki dla zwierząt i wykastrowała go (oczywiście nie sama lecz za pomocą weterynarza!). Wieczorem strasznie się nad nim rozczulałem – chyba tylko ja? A dziś rano dostaję cukierki w kształcie jajeczek, uśmiech na twarzy, jajecznica! O matko!

Wiedziałem, że powinienem jak najszybciej się ewakuować i udawać, że o niczego się nie domyślam! Niewinnie więc stwierdziłem, że muszę jechać jednak do klienta – nie uda mi się tego tematu załatwić zdalnie. Uśmiech mojej przemiłej połowicy zmroził mnie jeszcze bardziej. Byłem pewien, że ona też już wie, że ja wiem. Co dalej? Zostać? Uciekać? Wołać o pomoc? (na wsi, to mało skuteczne rozwiązanie) Milion myśli i każda wyglądała tak marnie jak wyświechtane spodnie mechanika. Wtedy otworzyła usta i powiedziała:

– A to się świetnie składa! Weźmiesz psa i pojedziesz do kliniki, gdzie kastrowali Makana – tu akcent był tak nienaturalny, że wiedziałem już, że jest w tym grubszy plan – Tam czekają już na w a s. Nie potrzebujecie już ż a d n y c h papierów, a n i pieniędzy. Oni w i e d z ą  co zrobić…

Szach i mat!


2 thoughts on “Kastrowanie Walentynki

    1. Wyjeżdżając poczęstowałem rodzinę – a że w pośpiechu to nawet nie sięgnąłem po nie. Gdy wróciłem do domu, to nawet pudełka już nie było 🙂 A sięgnąłbym chętnie 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s