Wieliszewski Crossing

Według moich planów treningowych niedziela jest dniem odpoczynku. Nie tym razem. Byłem już zapisany od  jakiegoś czasu na Wieliszewski Crossing Zima 2017. Nigdy nie biegłem w serii tych biegów, choć jest to moja gmina. Postanowiłem to zmienić i zapoznać się z imprezą po sąsiedzku. Na bieg zapisałem też syna – ten jednak przez cały styczeń nie biegał i 9 km przestraszyło go nieco – został w domu, w pieleszach.

Pogoda udana – przynajmniej w teorii. Temperatura trzymała się lekko poniżej zera, świeciło słońce, które rozpuszczało delikatnie udeptany śnieg, a wiatr skutecznie to zamrażał. Całość trasy mieliśmy więc wyjątkowo śliską i niebezpieczną. W zasadzie gdyby nie wiatr, bo powiedziałbym, że to była idealna pogoda. Nie narzekam jednak – jak widać, byłem dobrze opatulony, więc nie zmarzłem ani przed biegiem, ani po.

16251860_1210509882368697_6203523745261986106_o

Przed świętami zaprzestałem biegać. Czułem jakieś naciągnięcie pod kolanem, a że właśnie wyjeżdżaliśmy na święta, to przerwa wydawała się bardzo w czas. Z różnych przyczyn, również zawodowych, przerwa przedłużyła się aż do ostatniego wtorku. To zdecydowanie więcej niż być chciał. Trening wtorkowy i czwartkowy zrobiłem bardzo ostrożnie i w zasadzie na granicy bólu. Ciężko się rozbiegać po takim czasie. Były to więc treningi po 5 km. Mnie raczej nie cieszyły, ale psa bardzo 🙂 Jemu już od dawna bardzo brakowało tych treningów.

W sobotę przebiegłem ciut powyżej 7 km – zdecydowanie lepiej. W końcu nogi się rozkręcają, choć nadal ostrożnie, powoli i z dużą ilością ćwiczeń po drodze (rozciągające i zwiększające mobilność). Poszło bezboleśnie (jakiś zaczątek radości 🙂 ).

O tym, że bieg jest już nazajutrz dowiedziałem się od sąsiada od psa (znam tylko imię psa!). Okazało się, że on startować miał również w tej imprezie. Przeszło mi nawet przez głowę, aby zrezygnować – ciągle nie czuję się wystarczająco dobrze rozbiegany po przerwie. Ale impreza zabookowana, zapłacona – jakoś nie miałem sumienia odpuścić. Postanowiłem sobie, że zrobię porządną rozgrzewkę, aby moje pasma piszczelowo-biodrowe, dwugłowy i czworogłowy były dobrze rozgrzane i porozciągane.

crossing_500

Na rozgrzewkę przeznaczyłem ponad 20 minut. Jak na mnie to bardzo dużo! Zrobiłem wiele ćwiczeń strechingowych, biegowych i dynamicznych – wszystko aby rozruszać te moje zastane mięśnie. Kontuzja to była ostatnia rzecz, o której marzyłem.

Sam start spiąłem się, aby nie biec szybko. W obecnym stanie roztrenowania mogłem dość szybko wypalić się na początku. Do przebiegnięcia  9 km, więc tyle, ile ostatnio nie biegałem. Musiałem bieg potraktować treningowo. Pierwszy kilometr, może więcej, przebiegłem powolnym tempem – tak na ustabilizowanie tempa, oddechu i monitoring, czy coś mnie nie pobolewa. W tym czasie dobiegliśmy już do bezdroży i zmierzaliśmy do linii lasu. I zaczął się „taniec pingwina” 🙂

Dużo lodu, powyginanego, wybrzuszonego a po chwili znowu zapadłego. Nogi wyślizgiwały się niemal w każdą stronę – nawet tę nienaturalną. Na szczęście na początku była jeszcze łączka, więc można było biec bokiem, gdzie nawet śniegu za wiele nie było. Chwila potem jednak już trzeba było wskoczyć w tory, które niosły ryzyko ucieczki „niespokojnych nóg” 🙂

Po następnych kilkuset metrach nabrałem jednak wprawy i zacząłem przyśpieszać. Takie biegi przełajowe na lodzie to jak wyprzedzać samochodem w śnieżycę. Odważałem się tylko czasami, po to aby po chwili znowu wskoczyć na bezpieczne tory i czekać na kolejną możliwość wyprzedzania. Nogi dobrze rozgrzane nie protestowały. Przypomniały mi się dawne czasy, gdy biegałem na orientację. Technicznie trzeba mieć trochę wprawy, aby radzić sobie w tak niewygodnych warunkach. W lesie nie wiało, więc mój silnik szybko uzyskał temperaturę znamionowa 🙂

16402488_1689759854649096_109604599143675682_o.jpg

Pod koniec biegu zorientowałem się, że trasa chyba jednak jest skrócona (niestety słabo śledziłem FB). Ledwo 5 km miałem na zegarku a już byliśmy znowu wśród zabudowań Wieliszewa. To był dla mnie sygnał do przyśpieszenia. Trochę późno, zważywszy na długość trasy, ale zasadniczo po puchar ani statuetkę nie biegłem. Chodziło o to by dobiec do mety w zdrowiu.

Plan był dość prosty, ale wyprzedzanie dodaje takiego nienaturalnego power’a że moje tempo, chcąc nie chcąc, ciągle się rozkręcało. Metę przekroczyłem w mega sprincie, walcząc o centymetry z innym biegaczem, choć sposób pomiar czasu nie dawał mi pewności, że będę lepszy – po prostu metę przekroczyłem o centymetr przed nim 🙂

Dobiegłem więc cały i zdrowy, choć nieźle zziajany. Porozciągałem się jeszcze troszku, potruchtałem i poszedłem posilić się, jako że organizator zadbał również o stratę w ten lekko mroźny dzień. Ciastko drożdżowe, coś jakby spaghetti, herbata lub kawa. Więcej nie trzeba.

Ale i tak było więcej! Przed halą strażacy rozpalili ognisko (ciekawe, co? 🙂 ) i można było piec kiełbaski. Genialny pomysł! Ja osobiście z niego zrezygnowałem, bo ostatecznie sam byłem na biegu, przemoczony byłem (pot ciekł ciurkiem), więc wystawanie  mokrym na mrozie, nie było dobrym pomysłem.

16252210_1689756501316098_5604777604172141982_o.jpg

Podsumowując: impreza fantastyczna. Przede wszystkim dlatego, że kameralna. Na dzisiejsze czasy limit biegaczy na poziomie 700 to przecież garstka 🙂 Nie było tłoku, brak problemów z parkowaniem, na trasie dało się wyprzedzać, brak makabrycznego tłoku na starcie – same zalety takich lokalnych imprez. A!  I niska opłata! Nie wolno o tym zapominać, bo wyraźnie widać komercjalizację dużych imprez – kosztują coraz więcej (spójrz choćby na Runmagedon!). Organizator spisał się na piątkę, pogoda na szóstkę i zawodnicy jeszcze lepiej.

Kolejny bieg tej serii to 9 kwietnia. Z pewnością się wybieram!

16299722_1689761021315646_2137487468080396795_o


7 thoughts on “Wieliszewski Crossing

  1. Kiedy ja mam zawody (obojętnie na ile km) trener dzień wcześniej zaleca mi robić 5 km i 5×100, a nie większość dystansu, co na zawodach, bo co to ma na celu? Pomyśl o tym 🙂
    Na pasmo polecam oczywiście twardy wałek, ćwiczenia na stabilizację miednicy, jeża i ćwiczenia stricte rozciągające pasemko 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s