Pochłaniacz

pochlaniacz_sm_origNie umiem pisać recenzji książek. Wiem natomiast co się dzieje ze mną, gdy obcuję z nimi. Stąd czasami mam silną potrzebę wyrzucenia z siebie, co we mnie buzuje. Tym razem na warsztat wpadła mi książka Katarzyny Bondy „Pochłaniacz”.

Postanowiłem zrobić to na gorąco i mieć to z głowy – przynajmniej na jakiś czas. Mowa oczywiście o kilku słowach o tej książce (audiobook’u w moim przypadku). Gdybym miał użyć jednego słowa to byłoby to słowo „ZMĘCZENIE”.

Jest to o tyle przykra konkluzja, że mój ulubiony autor, pan Miłoszewski, nazwę panią Bondę „Królową Polskiego Kryminału”. I to jest pierwszy raz, kiedy stanowczo nie mogę zgodzić się z panem Zygmuntem (przynajmniej po przeczytaniu tej książki, bo innych na razie nie znam).
Ale do rzeczy. Książka jest zdecydowanie za długa. Może dlatego, że nieco nudnawa. Były chwile, kiedy miałem dosyć i miałem ochotę odpuścić sobie tę książkę. Ale to przecież „Królowa…”. Pierwsze kilkadziesiąt minut sprawiło, że poczułem się czasowo zupełnie zagubiony (podwójna retrospekcja nie jest grzechem, jeśli wyraźnie się oznaczy te czasy). Musiałem sięgnąć do książki drukowanej, aby upewnić się, czy przypadkiem audiobook nie jest jakiś niepełny? Niestety w książce było tak samo i trochę mi czasu zajęło zanim załapałem dziwny styl pisarski. Co gorsze ten styl chaosu czasowego jest znamienną cechą całej książki. Częste przeskoki do przodu, później znów do tyłu, i znowu gdzieś w bliżej nieokreślony czas… i tak ciągle. Wniosek: podróże w czasie męczą!
Gdyby jednak to był jedyny problem to pewnie bym nawet o tym nie pisał. Pisarka nie zbudowała w tej książce jako-takiej akcji. Tam gdzie można było ją zbudować – referowała tak skrótowo, że późniejsze pełniejsze wyjaśnienia były już po prostu nudne i nie do zniesienia. Wniosek nr 2: Brak akcji.

Dorzućmy do tego jeszcze przepych tajemnic. Po zakończeniu książki czułem się jakbym dźwigał dwa worki ziemniaków. Nogi mi się ugięły i szybko zdałem sobie sprawę, że ilość i jakość tajemnic jest wprost przesadzona i przez to po prostu nierzeczywista. I do tego (w moim odczuciu) sztucznie ukryta przed czytelnikiem (każda z osobna), po to by dopiero na samym końcu wszystkie te tajemnice bezwstydnie i prymitywnie wyjaśnić. Trochę zajechało takim banałem i brakiem smaku.

Mi osobiście przeszkadzał jeszcze jeden element. Każda z postaci miała cały arsenał imion, nazwisk, przezwisk itp. Dla mojej głowy, która z trudem zapamiętuje imiona (a jeszcze trudniej tandemy typu imię+nazwisko+przezwisko) nie było łatwo do samego końca książki. W większości czytanych przeze mnie książek nie odczuwałem już dawno takiego dyskomfortu. Myślę, że autorka nie bardzo zadbała o pomoc dla takich jak ja. Może to nie jest grzech, ale gdy się czyta tak wielkie książki, to każda pomoc jest mile widziana…

Rys psychologiczny postaci w moim odczuciu niepełny i przez sztuczne zatajanie wydarzeń lub faktów, niestety wyglądający nieco karykaturalnie, a koniec książki, który pewnie miał je dopełnić, zmienia je i maluje od zera. Niezbyt wygodne, gdy próbujemy sobie to przez ponad 500 stron wszystko jakoś ułożyć…

To może teraz trochę zalet? (ciekawe ilu dotrwało tak daleko 😉 ). Przede wszystkim warsztat techniczny pani Bondy (wiedza, tajniki pracy policji, grup przestępczych, profilerów). To poprawia walory książki i można przyjrzeć się różnym środowiskom niejako z ukrycia. Mieć lepsze wyobrażenie o tym co się dzieje u nich jak i w relacjach ze światem zewnętrznym.

Druga zaleta to intryga. Super pomysł, choć chyba nie do końca dobrze sprzedany. Myślę, że z takiego pomysłu można byłoby wycisnąć dużo lepszą intrygę.

Kolejny wielki plus to rys alkoholizmu Saszy. Można się czepiać, że jest niepełny, wiele brakuje itd., ale chwile słabości zostały odrysowane doskonale. To dodawało realizmu do postaci profilerki.

Czy coś więcej? Nie wiele. A że tym razem występuję jako oskarżyciel, to nie zamierzam za wiele plusować (pomimo dość wysokiej mojej oceny tej książki 6/10). Książka ledwo się obroniła – na tyle, aby zadecydować, że kiedyś, wkrótce sięgnę po kontynuację opowieści o pani Saszy (ale jeszcze nie teraz – teraz muszę odpocząć).


2 thoughts on “Pochłaniacz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s