Jack Daniels

3d-abstract_other_jack-daniels_53985

Blisko 3 lata temu wydarzyła się dość zabawna historia. Do dziś wspominam ją z rozrzewnieniem, więc postanowiłem ją przypomnieć.


W naszej firmie już od kilku miesięcy pracował z nami nowy, młody człowiek – taki świeżo po studiach. Na imię dali mu Konrad i jest typem człowieka raczej nie często występującego w przyrodzie. Pogodny, życzliwy, gadatliwy, szczery i otwarty. Pomimo stażu w naszej firmie (zaledwie niecałe trzy miesiące), postanowił, że kupi mi prezent na moją czterdziestkę, zaraz po tym gdy się dowiedział, że dotyka mnie takie życiowe choróbsko, jak wejście w wiek starczy.

Konrad zwrócił się do wspólnika z zapytaniem o pomysł na prezent. Wspólnik, z którym chętnie chodzę na picie drinków złożonych głównie z Jack’a Daniels’a, a które to w stu procentach trafiają do mojego gardła (łącznie z jego szklaneczkami), odpowiedział, że „(…) oczywiście Jack’a Daniels’a!”. Konrad przez te miesiące z kolei poznał mnie jako mocnego czytelnika (od pewnego czasu łykam ok. 5-8 książek miesięcznie) zapytał jedynie pro-forma:

– Tzn. książkę?

– Taaa! Książkę.. – odpowiedział wspólnik w tonie nieco ironicznym. Z tego jednak Konrad nic sobie nie robił i raczej nie wychwycił tego ukrytego sarkazmu. Udał się więc od razu tam, gdzie oferta książek jest szeroka – do EMPIKu.

– Czy macie Jack’a Daniels’a?

– Już sprawdzam – odparł sprzedawca, któremu najwyraźniej pytanie nie wydało się nieco dziwne. Postukał w klawiaturę komputera po czym odparł – aktualnie nie mamy… już od miesiąca. Ale mogą panu sprawdzić czy w innym salonie jest. Życzy pan sobie?

– Jasne!

– Proszę chwilę zaczekać, już sprawdzam – po czym znowu postukał trochę w klawiaturę, błądząc wzrokiem po ekranie monitora – jest! W Złotych Tarasach – powinni mieć jeszcze tę pozycję.

Udał się więc Konrad do następnego salonu EMPIK, aby zadać to samo pytanie. Tu także sprzedawca nie był zaskoczony pytaniem (ja bym z pewnością wytrzeszczył oczy). Porozmawiał z komputerem wykorzystując swoje palce do tej werbalej, bądź co bądź, komunikacji i orzekł:

– Jest. Ostatnia sztuka. Życzy Pan sobie?

Jack Daniels zmienił więc właściciela i wkrótce miał zmienić ponownie.

– Wszystkiego najlepszego! – niemal wykrzyknął Konrad, podając jednocześnie torebkę z prezentem. Podziękowałem, przyjąłem życzenia i odsłuchałem (na szczęście) krótkiego „Sto lat” i mało dyskretnie od razu sięgnąłem po prezent.

W środku, w torebce zobaczyłem książkę. „Dobry prezent!” pomyślałem i od razu zacząłem się martwić, czy aby na pewno trafiony. Miałem nadzieję, że Konrad przejrzał moje zasoby w „Lubimy Czytać”, aby prezent był trafiony i nie zdublowany. W tym czasie książka trafiła już przed moje oczy i zaczynałem czytać, mając już prawie sto procent pewności, że takiej książki nawet nie widziałem:

– Bieganie metodą Danielsa… Super! To ta sama książka, na którą czekam od znajomego – miał mi pożyczyć. Teraz już nie muszę czekać! – entuzjazm był wyraźny, bo oznaczało to posiadanie książki do treningów zawsze pod ręką. A książka zebrała bardzo pozytywne opinie do mojego zaprzyjaźnionego biegacza. – Ależ trafiłeś z prezentem! – i wtedy przeczytałem autora: – Jack Daniels???

Teraz wspólnik już nie wytrzymał i śmiał się do rozpuku. Wydusił już tylko „To jak z odrdzewiaczem, tylko dużo lepsze! Hahahaha!”. Od razu zrozumiałem, że jest to jeden z najbardziej niewiarygodnych zbiegów okoliczności. Temu młodemu udało się strzelić gafę tak błyskotliwą, że jeszcze długo będzie wspominana nie tylko przez nasz zespół.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s