Merde! W rzeczy samej

352x500To dość interesująca kontynuacja perypetii angielskiego przedsiębiorcy we Francji. Po burzliwej przygodzie w jednej z firm, do której został ściągnięty jako ekspert od herbat, wychodzi obronną ręką i podejmuje się otworzenia herbaciarni o przewrotnej nazwie „My Tea is Reach”.

Pierwsza część ubawiła mnie po pachy. Ta druga – zdecydowanie nie. To co się dzieje w tej części nosi znamiona raczej żalenia się niż naśmiewania z Francuzów. Wprawdzie znajdziemy nadal ten cięty język, pełen trafnych i przesadnych porównań,  powalających określeń i śmieszno-kwaśnych komentarzy do zaistniałych sytuacji.

Książka mnie osobiście nie potrafiła wciągnąć. Co gorsze! Pożyczyłem ją od sąsiadki jeszcze w październiku 2016 i dopiero teraz ją kończę! Gdyby nie to, że książkę trzeba oddać, to pewnie nigdy bym jej nie doczytał. Za każdym razem, gdy się kładłem spać (a lubię przerzucić kilka stron przed snem) to walczyłem ze sobą aby właśnie tę książkę wziąć do ręki – bo trzeba oddać, bo trzeba będzie dwa-trzy słowa o niej powiedzieć, się wyspowiadać z wrażeń. Nie lubię takiego czytania – pozbawia radości. Może dlatego zawsze obok tej książki leżały też inne, po które sięgałem okazyjnie, ale dużo chętniej niż po tytularne Merde. Zasadniczo w przypadku tej części ten tytuł nabrał dla mnie dosłownego znaczenia.

Panu Stephenowi jednak nie możemy odmówić niezwykłego zmysłu obserwacyjnego. Opisuje perypetie życia we Francji wręcz z mistrzowską precyzją i bezlitosnym sierpem krytycyzmu. Doskonale oddaje fizjonomię narodu francuskiego a jednocześnie wskazuje jak radzić sobie z takimi przypadłościami. Gdy pomyślałem, że Clarke mógłby napisać taką książkę o Polakach, to aż zadrżałem na całym ciele!

Ale dosyć zachwytów. Nie mogę zapominać, że tę książkę czytałem bardzo długo (blisko 3 miesiące!). Główna postać tej części narysowana jest dość grubymi nićmi. Nie jestem przekonany, czy są ludzie aż z takimi problemami emocjonalno-seksualnymi. Wyraźnie rysuje się postać wręcz schizofrenika i maniaka pożycia seksualnego. Bez ładu, bez składu i bez smaku. Trochę tak jakby opisywał beznadziejny przypadek alkoholizmu.

Koniec książki jest jednak najgorszy. Ma się wrażenie, jakby nieco zabrakło czasu? sił? chęci? Pisane już łebkach, na odwal i zdecydowanie bez pasji. Wiele skrótów czasowych, myślowych i sytuacyjnych, które przestają tworzyć całość. Jedyny argument dokończenia książki to: zostało jeszcze tylko 10% książki! Dasz radę!

Dałem radę, ale wcale nie czuję satysfakcji…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s