Kapitan Jamróz

kapitan-jamroz

W moim odczuciu najsłabsza część tej sagi. Wprawdzie koniec książki rekompensuje nieco pozostałą część, ale nie sposób wylać trochę pomyj na to, co jak by nie patrzeć, mój ulubiony autor nawyrabiał w tej książce.

Zacznijmy więc od banałów: ledwo zaznaczony wątek miłosno-romantyczny, który został strywializowany do granic możliwości: czyli nawet poniżej harlequin’ów. Nie chcę tu więcej mówić, aby nie spoilerować. Można było nadać więcej ciepła książce, która i tak jest do bólu przesiąknięta historią i historią alternatywną, która mnie osobiście zmęczyła okropnie.
A jak już tu jesteśmy to powiedzmy to wyraźnie: do realizacji tej książki wiele aspektów historycznych było po prostu niepotrzebnych. Rozumiem, że autor jest maniakiem historycznym, ale gdy się przedobrzy to pisze się książki typu „Asymetria. Rosyjska Ruletka” (Piotr Gibowski) – czyli przepakowane kontekstem historycznym, które może cieszyć tylko pasjonatów. Ja do nich niestety nie należę. Z mojego punktu widzenia książka jest zlepkiem kilku aspektów historycznych i każdy z nich jest bardzo mocno wyłuszczony i niemal zupełnie nie połączony ze sobą. To tworzy niesmaczne wrażenie sklejania wielu książek w jedną.

A jak już mówimy o sklejaniu to nie sposób nie wspomnieć o schizofrenicznym prowadzeniu linii czasowej akcji. Jest szarpana, nierówna i bardzo często nosi znamiona przeskoków czasowych, jakby użyto ponownie MDSa. Miejscami te przeskoki zniechęcały do dalszego czytania – odnosiłem wrażenie, jakby mi ktoś kilkadziesiąt stron wyciapał z książki.

No i na koniec (choć to nie koniec wad) muszę wspomnieć o tytułowym kapitanie. Jego postać została niesympatycznie spłaszczona. Po przeczytaniu książki wcale nie jestem pewien, że on jest głównym bohaterem książki. Warto tu nadmienić o jego „przerwanej” przez autora traumie (chodzi o zabicie młodego chłopaka) czy też niedokończonej zapaści – uzdrowienie nosi znamiona cudu i nie pasuje do tej książki. Znika z życia Jamroza jak poranny kapuśniaczek po wschodzie słońca…

Bardzo fajny pomysł na książkę (ten drugi, bo ten pierwszy to przypięty jak piąte koło do wozu). Dobra realizacja (oczywiście tej drugiej części, bo pierwsza jest sucha jak wióry w stolarni). Ale to wszystko to mało gdy wiemy, że to napisał pan Marcin Ciszewski.


One thought on “Kapitan Jamróz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s